— A jednak — potwierdził Duży Jan. — Od jego brzęczenia aż mnie rozbolały zęby!

— Więc dlaczego jej nie powiedziałeś, durniu? — zapytał Rozbój.

— Ona podróżuje w towarzystwie — powiedział Duży Jan. — Jest z nią ta wykształcona wiedźma.

— Panna Tyk? — zapytał ropuch.

— Tak, ta z buźką jak mleczny budyń — potwierdził Jan. — I mówiłeś, że mamy się nie pokazywać.

— No tak, ale w tej sytuacji… — zaczął Rozbój i zamilkł.

Nie był nazbyt długo mężem, lecz po ślubie mężczyzna wykształca w mózgu dodatkowe zmysły i jeden z nich właśnie go ostrzegał, że wdepnął w kłopoty, i to głęboko.

Joanna postukiwała rytmicznie stopą o podłogę. Ramiona miała wciąż złożone przed sobą. I uśmiechała się leciutko. Takiego uśmiechu uczą się kobiety po ślubie i oznacza on: „O tak. Wdepnąłeś głęboko w kłopoty, ale pozwolę ci zanurzyć się w nich jeszcze głębiej”.

— Czy mówicie coś na temat tej dużej ciutwiedźmy? — zapytała głosem cichym i potulnym, niczym mysz wytrenowana w Szkole Skrytobójców dla Gryzoni.

— Och, no wiesz, ja tylko… — Rozbój poszarzał na twarzy. — Nie pamiętasz jej, kochanie? Gościła na naszym weselu. Była naszą wodzą przez dzień czy dwa, opowiadałem ci o tym. Nasza stara wodza kazała ją zaprzysiąc, po tym jak odeszła do Ostatniego Świata — dodał na wypadek, gdyby przypomnienie życzenia starej wodzy mogło powstrzymać nadchodzący sztorm. — Lepiej mieć na nią oko, no wiesz, jest tutejszą czarownicą i…

To, co malowało się na twarzy Joanny, zmroziło mu głos w gardle.

— Prawdziwa wodza musi poślubić Wielkiego Człowieka — padły lodowate słowa. — Tak jak ja poślubiłam ciebie, Rozboju Figlu. Czy nie jestem dobrą żoną?

— Świetną, naprawdę świetną — wyrzucił z siebie Rozbój. — Ale…

— Nie możesz poślubić dwóch żon, ponieważ to by była bigamia, czy się mylę? — Głos Joanny brzmiał niebezpiecznie słodko.



27 из 243