
— To nie było nic tak poważnego. — Rozbój rozpaczliwie się rozglądał, szukając drogi ucieczki. — I tylko czasowo, to przecież zwykła dziewczynka, z tym że potrafiła myśleć.
— Ja także potrafię myśleć, Rozboju, i jestem wodzą tego klanu, czyż nie? Wodza może być tylko jedna, prawda? I ja myślę, że nie będziesz więcej ganiał za tą dużą ciutdziewuchą Powinieneś się wstydzić. Jestem pewna, że ona też by nie chciała, żeby ktoś taki jak Duży Jan szpiegował ją przez cały czas.
Rozbój zwiesił głowę.
— No tak… ale…
— Ale co?
— Współżycz ściga tę biedną ciutdziewczynę.
Przez długą chwilę panowała cisza, wreszcie Joanna zapytała:
— Jesteś tego pewien?
— Tak, wodzo — odparł Duży Jan. — Jeśli ktoś raz słyszał to buczenie, nigdy go już nie zapomni.
Joanna zagryzła wargę. Wreszcie podniosła na nich wyraźnie pobladłą twarz i zapytała:
— Mówiłeś, że będzie z niej potężna czarownica, Rozboju, prawda?
— Tak, ale nikt nigdy nie umknął przed współżyczem! Nie można go zabić ani zatrzymać, ani…
— Ale czy nie opowiadałeś mi, jak ta wielka ciutdziewczyna walczyła z Królową i ją zwyciężyła? Załatwiła ją za pomocą patelni, tak mówiłeś. A to chyba oznacza, że jest naprawdę dobra? Jeśli jest prawdziwą czarownicą, poradzi sobie sama. Każda z nas musi sama dźwigać swój krzyż. Ona też musi się zmierzyć z tym, co ją czeka. Jeśli sobie nie poradzi, nie jest prawdziwą czarownicą.
— No tak, ale współżycz jest gorszy niż…
— Pojechała, by nauczyć się czarowania od innych wiedźm — oświadczyła Joanna. — A ja muszę się nauczyć, jak być wodzą całkiem sama. Pozostaje ci mieć nadzieję, że ona będzie się uczyć równie szybko jak ja, Rozboju.
Rozdział drugi
Dwie koszule i dwa nosy
Dwie koszule było tylko miejscem, gdzie droga zmieniała kierunek, które posiadało nazwę.
