
— Co to jest? — zapytała Akwila.
— Chaos.
— Czy to magia?
— Niezupełnie. Raczej sztuczka — odpowiedziała panna Tyk. Podniosła lewą dłoń. Piórka, paciorki, jajko i cały kieszonkowy bałagan zawirował w sieci utworzonej przez wielobarwne nici.
— Hm — mruknęła. — No to zobaczmy, co tu się da zobaczyć… Wepchnęła palce prawej dłoni pomiędzy sieć i pociągnęła… Jajko, szkiełko, koraliki i piórka tańczyły, Akwila dałaby głowę, że w pewnym momencie jedna nitka przecięła drugą.
— Och! — wyszeptała. — Tojak kocia kołyska!
— Bawiłaś się w to, prawda? — rzuciła panna Tyk tylko trochę skoncentrowana na chaosie.
— Potrafię zrobić wszystkie normalne figury — powiedziała Akwila. — Klejnoty, kołyskę, dom i stado, i trzy staruszki, jedna zezowata, niosąca kosz ryb na rynek, gdzie spotyka osła… chociaż do tego potrzeba dwóch osób i robiłam to tylko raz, a Ela Dwarzez podrapała się w nos w nieodpowiednim momencie i musiałam przynieść nożyczki, żeby odciąćjej…
Palce panny Tyk pracowałyjak krosna.
— To zabawne, że dzieci się w to teraz bawią — mruknęła i dodała, wpatrując się w skomplikowaną pajęczynę, którą uplotła: — Aha…
— Czy coś pani widzi? — zapytała Akwila.
— A czy pozwolisz mi się skoncentrować, dziecko? Dziękuję… Śpiący na drodze pies ziewnął i przeciągając się, stanął na nogi.
Podszedł do ławki, na której siedziały, spojrzał na Akwilę z wyrzutem, po czym ułożył się ujej stóp. Pachniał starym wilgotnym dywanem.
— Widzę… coś… — powiedziała panna Tyk bardzo cicho.
Akwila poczuła, jak ciśnienie dociska jądo ziemi, pCha jąw dół i w dół. Panna Tyk zamarła w przerażonym bezruchu.
Tylko nici poruszały się, całkiem samodzielnie. Jajko tańczyło, szkło wysyłało na wszystkie strony błyski, a koraliki ślizgały się i przeskakiwały z jednej nitki na drugą…
