— Czy panna Libella ma długie siwe włosy? — zapytała teraz dziewczynka.

— Tak.

— Czyjest wysoką damą, z lekką nadwagą, obwieszoną łańcuszkami? — pytała dalej. — I czy na jednym łańcuszku wiszą okulary? I chodzi w butach na zadziwiająco wysokich obcasach?

Panna Tyk nie była głupia. Rozejrzała się.

— Gdzie onajest? — zapytała.

— Stoi tam za drzewem — odparła Akwila.

Mimo tej informacji panna Tyk musiała zmrużyć oczy, byją dostrzec. Akwilajużjakiś czas temu zauważyła, że wiedźmy zapełniają przestrzeń. Choć trudno powiedzieć, dlaczego taksie dzieje, wydają się bardziej realne niż wszystko, co je otacza. Bardziej je po prostu widać. Ale kiedy nie chcą być widziane, zadziwiające, jak trudno je zobaczyć. Nie chowają się, nie używają magii, by zniknąć, chociaż nieraz tak by się mogło zdawać, ale gdyby ktoś miał opisać dane miejsce, mógłby przysiąc, że żadnej czarownicy tam nie było.

— No tak, doskonale — oświadczyła panna Tyk. — Ciekawa byłam, kiedyją dostrzeżesz.

Akurat! — pomyślała sobie Akwila.

Panna Libella stawała się coraz bardziej realna, idąc w ich stronę. Ubrana była cała na czarno i idąc, pobrzękiwała leciutko z powodu całej tej czarnej biżuterii, która na niej wisiała. Miała też okulary, co Akwili wydało się dziwne w przypadku wiedźmy. Panna Libella przypominała dziewczynce zadowoloną z siebie kurę. I miała dwie ręce, całkiem normalnie.

— Witaj, panno Tyk — powiedziała. — A ty z pewnością jesteś Akwila Dokuczliwą.

Akwila wiedziała, że należy się pokłonić (czarownice z reguły nie dygają, chyba że chcą speszyć Rolanda).

— Przepraszam cię, Akwilo, ale chciałabym zamienić z panną Libella słówko na osobności, mam nadzieję, że ci to nie przeszkadza — odezwała się dość górnolotnie panna Tyk. — Starszyzna ma swoje sprawy.



35 из 243