— Obawiam się tylko, że bywam roztargniona. — Panna Libella nie ukrywała swego zmartwienia. — Lot tutaj był dość koszmarny, bo jak gapa zostawiłam moje okulary krótkowidza na drugim nosie…

Na drugim nosie? — powtórzyła w myślach Akwila.

Czarownice w tym samym momencie zamarły.

— Nie mam jajka! — wykrzyknęła panna Tyk.

— Noszę żuka w pudełku po zapałkach, na wypadek takich wyjątkowych sytuacji! — szepnęła panna Libella.

Sięgnęły do kieszeni, by za chwilę wydobyć z nich koraliki, piórka i kolorowe szmatki…

Wiedzą, że tutaj jestem, pomyślała Akwila i wyszeptała: Przestań mnie widzieć!

Kiedy wskakiwała w cierpliwie stojącą przy krzakach postać, jej ciało się zachybotało na piętach. Widziała z odległości, że panna libella próbujejak najszybciej stworzyć chaos. Panna Tyk rozglądała się w tym czasie po lesie.

— Akwilo, chodź tujak najszybciej! — zawołała.

— Już idę, panno Tyk! — Ruszyła w ich stronęjak najgrzeczniejsza dziewczynka.

Odkryły mnie, pomyślała. No cóż, ostatecznie są wiedźmami, choć moim zdaniem niezbyt dobrymi…

I w tej samej chwili poczuła ciśnienie. Wydawało się, że coś zgniata las, miało się okropne wrażenie, że stoi tuż za tobą. Upadła na kolana, przyciskając dłonie do uszu, okropny ból świdrowałjej głowę.

— Gotowe! — wykrzyknęła panna Libella. Trzymała w dłoniach chaos. Był zupełnie inny od chaosu panny Tyk, powstał ze sznurków, piór kruka, lśniących czarnych korali, a pośrodku wisiało zwyczajne pudełko na zapałki.

Akwila krzyknęła. Ból byłjak rozgrzane do czerwoności szpile, uszy wypełniało jej brzęczenie pszczół.

Pudełko eksplodowało.

A potem byłajuż tylko cisza, śpiewały ptaki i nic, poza spadającymi na ziemię kawałkami pudełka, nie wskazywało, że coś się wydarzyło przed chwilą.

— Ojej! — jęknęła panna Libella. — To był bardzo dobry żuk, oczywiście jak na żuka…



37 из 243