— Akwilo, nic ci się nie stało? — zapytała panna Tyk. Dziewczynka spoglądała na nią ze zdziwieniem. Ból minął tak szybko, jak nadszedł, pozostawiając tylko zamazane wspomnienie. Podniosła się na nogi.

— Chyba nie, panno Tyk — odparła.

— W takim razie powiedz mi coś, z łaski swojej… — Panna Tyk szła, wymijając drzewa, a wreszcie stanęła przed dziewczynką.

— Słucham, panno Tyk.

— Czy… czy coś zrobiłaś? Coś… wezwałaś?

— Nie! Przecież w ogóle bym nie wiedziała, jak to zrobić!

— To znaczy, że to nie twoi mali ludzie? — W głosie panny Tyk pojawiło się zwątpienie.

— Oni nie są moi. I oni nie robią takich rzeczy. Oni krzyknęliby „Na litość” i zaczęli atakować po kostkach. I nie miałaby pani wątpliwości, że to oni.

— No cóż, cokolwiek to było, najwyraźniej sobie poszło — stwierdziła panna Libella. — I na nas teżjuż czas, inaczej będziemy lecieć po nocy. — Sięgnęła za pień drzewa i wyciągnęła wiązkę rózg. A przynajmniej coś, co tak wyglądało. — Mój wynalazek — oświadczyła skromnie. — Tu na wzgórzach nic nie wiadomo, prawda. A rączka wyskakuje, kiedy się naciśnie ten guzik… O, przepraszam, czasem się tak dzieje. Czy któraś z was widziała, gdzie poleciało?

Trzonek wylądował w krzakach i wbił się w ziemię.

Akwila, która potrafiła słyszeć to, co ludzie mówią naprawdę, przyglądała się teraz uważnie pannie Libelli. Z całą pewnością na jej twarzy widniał tylko jeden nos i wyobrażanie sobie, gdzie mógł znajdować się drugi i do czego był używany, budziło niepokój.

Potem panna Libella wyciągnęła z przepastnej kieszeni linę i podałają komuś, kogo nie było.

To właśnie zrobiła. Tego Akwila była całkiem pewna. Nie upu — ściłajej, nie rzuciła, po prostu podała albo powiesiła na niewidzialnym haku. Lina wylądowała na ziemi. Panna Libella spojrzała na nią, potem na przyglądającą się jej dziewczynkę i wybuchnęła nerwowym śmiechem.



38 из 243