
— Gapa ze mnie! Myślałam, że tam stoję! Następnym razem zapomnę własnej głowy!
— No cóż…jeśli ma pani na myśli tę, która znajduje się na pani szyi — ostrożnie powiedziała Akwila, nie mogąc przestać myśleć o drugim nosie — to wciąż ją pani ma.
Stara torba została przywiązana tuż koło witek do miotły, która teraz wisiała spokojnie kilka stóp nad ziemią.
— Będzie się na niej dobrze siedziało — stwierdziła panna Libella. Przypominała teraz kłębek nerwów, wjaki zamienia się większość ludzi, którzy czują na sobie spojrzenie Akwili. — Trzymaj się tu za mną. Takjakja zazwyczaj robię.
— Zazwyczaj się pani trzyma tuż za sobą? — zapytała Akwila. — Jak…?
— Akwilo, zawsze zachęcałam cię do zadawania kłopotliwych pytań — wtrąciła się głośno panna Tyk — teraz jednak byłabym szczęśliwa, mogąc cię pochwalić za doskonałe opanowanie sztuki milczenia! Proszę, usiądź za panną Libellą, z pewnością chciałaby ruszyć, pókijeszcze mamy trochę dziennego światła.
Miotła podskoczyła, kiedy tylko właścicielka jej dosiadła. Czarownica poklepałają zachęcająco.
— Nie masz lęku wysokości, prawda, kochanie? — zapytała, gdy Akwila wdrapała się koło niej.
— Nie — odparła dziewczynka.
— Zobaczymy się na Próbach Czarownic! — krzyknęłajeszcze panna Tyk, gdy miotła zaczęła się lekko unosić. — Uważajcie na siebie!
Już po chwili okazało się, że panna Libella, pytając o lęk wysokości, zadała Akwili niewłaściwe pytanie. Dziewczynka nie bała się niczego co wysokie. Potrafiła spacerować pomiędzy wysokimi drzewami i nawet okiem nie mrugnęła. Spoglądanie na wysokie góry też nie wywoływało żadnych sensacji.
Natomiast bała się (chociaż nigdy wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy) głębokości. Bała się spadania tak długiego, że zdąży wykrzyczeć sobie płuca, zanim uderzy o skałę tak twardą, że jej ciało zamieni się w coś galaretowatego, a kości połamią na drobne kawałeczki. Tak naprawdę bała się podłoża. I kontaktu z nim. Panna Libella powinna była lepiej precyzować pytanie, zanim je zadała.
