Następnie panna Libella skręciła znowu w stronę pól, mniejszych, ale też bardziej zielonych od tych, które Akwila zostawiła w domu. Znowu pojawiły się drzewa, a nawet lasy porastające głębokie doliny. Ponieważ jednak nawet wspomnienie słońca schowało sięjuż za horyzont, ziemia pogrążyła się w ciemnościach.

Akwila musiała przysnąć, kurczowo trzymając się wiedźmy, bo nagle obudziło ją zatrzymanie się miotły. Ziemia była kawałek pod nimi, ale ktoś ustawił krąg z czegoś, co okazało się ogarkami świeczek w starych słojach.

Delikatnie, powoli się obracając, miotła opadała, aż wreszcie wylądowała na trawie.

Dopiero w tym momencie Akwila zdecydowała się rozplatać nogi i upadła.

— No, no, wstajemy — pogoniła ją pogodnie panna Libella. — Poradziłaś sobie bardzo dobrze.

— Przepraszam, że krzyczałam i że było mi niedobrze… — wydusiła z siebie dziewczynka, potykając się ojeden ze słojów i wykopując z niego świeczkę. Usiłowała coś dostrzec w otaczającychją ciemnościach, ale kręciło jej się w głowie. — Kto zapalił te świeczki, panno Libello?

— Ja. Chodźmy do środka, robi się zimno…

— Magia jest wspaniała — stwierdziła Akwila, która nadal czuła się niezbyt przytomnie.

— No cóż, można to zrobić za pomocą magii — parsknęła śmiechem panna Libella. — Jajednak wolę zapałki, które wymagają znacznie mniej wysiłku, zresztą same w sobie są magiczne, gdyjuż o tym pomyśleć. — Odwiązała torbę od kija szczotki i dodała: — Jesteśmy. Mam nadzieję, że będzie ci się tu podobało!

Znowu ta dziwna wesołość. Akwila, choć wciąż było jej niedobrze i kręciło jej się w głowie, i marzyła tylko o tym, by znaleźć się jak najszybciej w odosobnieniu, wciążjednak miała działające uszy i mózg, i choćby nie wiemjak próbowała, nie potrafiła nie myśleć. A nie dawałajej spokoju myśl: Ta wesołość się siepie. Coś się w niej nie zgadza…



43 из 243