
Rozdział trzeci
Tylko jeden umysł
Zapadłjuż zmrok, więc Akwila niewiele widziała, ale dostrzegała zarysy domku. Otaczał go jabłoniowy sad. Coś, co zwisało z gałęzi, musnęło ją, gdy posuwała się niepewnym krokiem za panną Li — bellą. I odskoczyło, wydając z siebie dźwięk dzwoneczka. Z oddali dochodziłjednostajny huk.
Panna Libella otworzyła drzwi. Prowadziły wprost do niewiel — kiej,jasno oświetlonej i niezwykle czystej kuchni. W żelaznym piecyku wesoło płonął ogień.
— Hm… ponieważ mam być kimś w rodzaju terminatora — odezwała się Akwila, która nadal nie doszła do siebie po locie — przygotuję coś do piciajeśli tylko pokaże mi pani, gdzie cojest…
— Nie! — wykrzyknęła panna Libella, podnosząc obie dłonie. Okrzyk najwyraźniej ją samą przestraszył, bo gdy opuszczała ręce, dygotała. — Nie… nawet by mi to przez myśl nie przeszło — odezwała się już normalniejszym głosem i spróbowała się uśmiechnąć. — Masz za sobą długi dzień. Pokażę ci twój pokój i gdzie jest łazienka, a potem przyniosę ci trochę gulaszu. Terminowanie możemy zacząć odjutra. Nie ma pośpiechu.
Akwila spojrzała na garnek z gulaszem, który pyrkał sobie smakowicie na kuchni, a potem na bochenek na stole. Zapach wyraźnie mówił, żejest to świeżo upieczony chleb.
Kłopot Akwili polegał na tym, że jej myślenie było trzeciego stopnia
Myślała więc: jeśli panna Libella mieszka samotnie, w takim razie kto rozpalił ogień? Gulasz w garnku trzeba od czasu do czasu zamieszać. Kto to robił? I ktoś zapalił świece. Kto?
— Panno Libello, czy ktoś jeszcze tutaj mieszka? — zapytała. Wiedźma popatrzyła z rozpaczą na garnek, na chleb, a potem z powrotem na Akwilę.
— Nie, tylko ja — wyszeptała, a Akwila z jakiegoś powodu była pewna, że mówi prawdę. W każdym razie jakąś prawdę. — Rano, dobrze? — zapytała panna Libella prawie prosząco.
