
Był tam też błękitno-żółty papierek ze starego opakowania po tytoniu Wesoły Żeglarz, pióro myszołowa i starożytny grot od strzały starannie zawinięty w kawałek owczej wełny. Grotów znajdowało się na kredzie mnóstwo. Fik Mik Figle używały ich na końcówki swoich włóczni.
Ułożyła to wszystko równiutko w górnej szufladzie, tuż obok swego pamiętnika, ale wcale nie wyglądało to bardziej po domowemu. Należące do niej rzeczy wydawały się bardzo samotne.
Sięgnęła po papierek od tytoniu i wełnę, powąchałaje. Nawet już nie pachniały pasterską chatą, a mimo to wjej oczach pokazały się łzy.
Nigdy wcześniej nie spędziła nocy poza Kredą. Znała słowo „nostalgia” i teraz zastanawiała się, czy chłód, który czuje w sobie, to właśnie to…
Ktoś zastukał do jej drzwi.
— To ja — odezwał się przytłumiony głos.
Akwila zeskoczyła z łóżka i otworzyła. Panna Libella przyniosła tacę, na której stała miska z parującym gulaszem i chleb. Postawiła ją na małym stoliku koło łóżka.
— Kiedy zjesz, możesz ją wystawić za drzwi, zabiorę później — powiedziała.
— Dziękuję pani bardzo — odparła Akwila. Panna Libella zatrzymała się w drzwiach.
— Będzie mi miło mieć z kim rozmawiać poza sobą. Mam nadzieję, że nie chcesz stąd odejść, Akwilo.
Dziewczynka odpowiedziała jej próbą pogodnego uśmiechu, następnie odczekała, aż drzwi się zamkną i ucichną kroki po schodach w dół, po czym podeszła na paluszkach do okna, sprawdzając, czy nie ma w nich krat.
