W ramach eksperymentu świecę ze stoliczka przy łóżku przestawiła na komodę. Odeszła. I znowu nic się nie stało.

Wróciła się więc do okna i wtedy coś usłyszała.

Kiedy się odwróciła, świeczka stała z powrotem na stoliczku.

No cóż… ten dzień stanie się dniem odpowiedzi. Akwila czuła narastający gniew, który sprawiał jej przyjemność. Dzięki niemu przestała myśleć o tym, jak bardzo chciałaby wrócić do domu.

Sięgnęła po sukienkę i poczuła natychmiast, że w kieszenijest coś miękkiego, ajednocześnie popękanego.

Och, jak mogła zapomnieć! Ale to był dzień pełen wydarzeń, i to naprawdę pełen wydarzeń, a może chciała zapomnieć.

Wyciągnęła prezent Rolanda. Ostrożnie rozwinęła miękki biały papier.

To był naszyjnik.

Przedstawiał Konia.

Akwila nie mogła oderwać od niego wzroku.

Nie wyglądał jak koń, tylko jak coś, co jest koniem… Został wycięty w murawie dawnymi czasy, zanim zaczęła się historia, przez ludzi, którzy potrafili kilkoma liniami oddać wszystko, co stanowi o istocie konia: jego siłę, wdzięk, piękno i szybkość, pragnienie wyrwania się na wolność na wzgórza.

A teraz ktoś — ktoś utalentowany, a pewnie dzięki temu i liczący sobie niemało — zrobił to w srebrze. Linie były w jednej płaszczyźnie, dokładnie takjak na wzgórzu, i podobnie różne części konia nie łączyły się z resztą ciała. Rzemieślnik połączyłjejednak starannie za pomocą cienkiego srebrnego łańcuszka, więc teraz Akwila trzymała w zadziwieniu coś, co nieporuszone, w świetle poranka wyrywało się jednak do biegu.

Musiała to przymierzyć. Ale… tu przecież nie było lustra, nawet lustereczka. No trudno…

— Zobacz mnie — powiedziała Akwila.

I gdzieś daleko, na równinach, coś, co straciło ślad, obudziło się. Przez moment nic się nie działo, a potem rozstąpiła się mgła nad polami, ponieważ coś niewidzialnego, brzęczącego niczym rój pszczół, zaczęło się przemieszczać…



49 из 243