
Akwila przyznała, że raz. I nie wydawało jej się to wcale zabawne. Jeśli ktoś się bardzo stara być śmieszny, zazwyczaj wcale mu nie wychodzi. Widziała tam bezzębnego wyleniałego lwa, akrobatę chodzącego po mocno naprężonej finie, która wisiała tylko kilka stóp nad ziemią, nożownika, który ciskał nożami w starszą panią wirującą na drewnianym dysku i ani razu w nią nie trafił. Tylko na końcu było śmiesznie, kiedy wóz wywalił się na klaunów.
— Cyrk, w którymja występowałam, był dużo większy — powiedziała panna Libella, wysłuchawszy uwag dziewczynki. — Chociaż przypominam sobie, że nasz nożownik był równie kiepski. Mieliśmy słonie i wielbłądy, i tak groźnego lwa, że prawie odgryzł facetowi rękę.
Akwila musiała przyznać, że to brzmiało znacznie bardziej interesująco.
— A co z panią? — zapytała.
— Po prostu zabandażowałam mu rękę, kiedyjuż udało mu się zastrzelić lwa.
— Nie, panno Libello, chodzi mi o to, co pani robiła w cyrku. Po prostu czytała we własnych myślach?
Panna Libella się rozpromieniła.
— O tak, ijeszcze wiele, wiele więcej, właściwie uczestniczyłam we wszystkim, co się tam działo. W perukach byłam Zdumiewającymi Siostrami ze Wschodnich Rubieży. Żonglowałam talerzami, nosząc kostiumy wyszywane cekinami. I pomagałam przy chodzeniu po linie. Oczywiście sama nie chodziłam, ale uśmiechałam się do publiczności i biegałam po scenie cała lśniąca od tych cekinów. Wszyscy brali mnie za bliźniaczki, zresztą ludzie w cyrku nie zadają osobistych pytań. A potem tak się potoczyły moje losy… że przybyłam tutaj i zostałam wiedźmą.
Obie panna Libella przyglądały się Akwili uważnie.
