— Tę na przykład nazywają gencjaną — mówiła do Akwili. Przebywały w długim zimnym pomieszczeniu na tyłach domku. W geście triumfu podniosła ziele. — Wszyscy myślą, że to jeszcze jedno lekarstwo na ból zęba, ale spójrz tylko na przecięty korzeń w zmagazynowanym świetle księżyca, przy użyciu mego błękitnego szkła powiększającego…

Akwila pochyliła się i zobaczyła maleńkie literki. Odczytała napis: „DoBRENAPrzeziamBienie, powoduje senność, nie przerabiać maszynowo”.

— Jak na gencjanę całkiem nie najgorsza pisownia — powiedziała panna Libella.

— Mam uwierzyć, że rośliny naprawdę mówią pani, do czego ich używać? — zapytała z powątpiewaniem Akwila.

— Cóż, nie wszystkie i na dodatek trzeba wiedzieć, gdzie spojrzeć — odparła panna Libella. — Weź na przykład zwyczajny orzech włoski. Trzeba użyć zielonego szkła powiększającego przy świetle świecy z czerwonym bawełnianym knotem, wtedy…

Akwila zmrużyła oczy. Literki były tak małe, że z trudem dawało sieje odczytać.

— Może zawierać orzech? — zaryzykowała. — Ale przecież to jest skorupa orzecha, więc z całą pewnością w środku znajduje się orzech. Czy… może jednak nie?

— Niekoniecznie. Na przykład może się w nim mieścić kunsztowna miniaturowa scena ze złota i kamieni szlachetnych wykonana w dziwnej świątyni położonej na dalekich lądach. Mówię tylko, że może — dodała panna Libella, dostrzegając wyraz malujący się na twarzy Akwili. — Żadne prawo tego nie zabrania. Przynajmniej dosłownie. Światjest pełen niespodzianek.

Tego wieczora Akwila miała wiele do zanotowania w swoim dzienniku. Leżał zawsze w górnej szufladzie komody przygnieciony porządnym kamieniem. Oswald zachowywał się tak, jakby zrozumiał przekaz, ale nie mógł się oprzeć i wypolerował kamień.




59 из 243