
Tu się zatrzymajmy, unieśmy nad domkiem, a potem odlećmy w noc…
Wiele mil dalej przejdziemy niewidocznie przez coś, co samo jest niewidzialne, ale co brzęczy jak rój pszczół, gdy podrywa się z ziemi…
I dalej, drogami ponad miastami i lasami, mijanymi ze świstem, aż dotrzemy do wielkiego miasta i tam prawie w samymjego centrum znajduje się wysoka stara wieża, a pod nią starożytny Niewidoczny Uniwersytet, a w nim biblioteka uniwersytecka, a w bibliotece półki pełne ksiąg i… tutaj podróż dopiero się rozpoczyna.
Po półkach płynie rzeka przeszłości. Książki trzymane są na łańcuchach. Kiedy przechodzisz, niektóre próbują cię chapnąć.
Książki naprawdę niebezpieczne trzymane są osobno, niektóre z nich zamknięto w klatkach lub w kadziach z lodowatą wodą albo po prostu stoją pomiędzy dwoma ołowianymi płytami.
Ale jest tam też księga, jakby przezroczysta, z której cudowność wprost emanuje, i ona leży pod szklaną kopułą. Młodzi magowie, dopiero wstępujący na drogę badawczą, zachęcani są byją przeczytać. Jej tytuł brzmi: „Współżycze. Dystertacja na temat przyrządu o zadziwiającej pomysłowości autorstwa Rwetesta Prostoty, dr. med. i filozofii, szlachetnego profesora magii”. Większość tej napisanej ręcznie księgi mówi o konstrukcji wielkiego i silnego aparatu magicznego, służącego złapaniu współżycza tak, by łapiącemu nie stało się nic złego. Na ostatniej jednak stronie doktor Rwetest zapisał:
TERRY PRATCHETT Zgodnie ze starożytną i słynną księgą „Res Centum et Una Quas Magus Facere Potest”
Współżycze zostały uformowane podczas pierwszych sekund Stworzenia. Nie są istotami żywymi, ale mają, rzec można, żywy kształt. Nie mają ciała, nie mają też mózgu, same nie potrafią myśleć. Nagi współżycz jest naprawdę nagi i kolebie się w nieskończonej nocy pomiędzy światami. Zgodnie z Palstrachem, większość z nich kończy swój żywot na dnie mórz lub w głębinach wulkanów albo też dryfuje między gwiazdami. Palstrach jest znacznie pośledniejszym myślicielem ode mnie, ale w tym przypadku ma rację.
