
— A, widzę, że znowu dyskutowałeś z ropuchem, Rozboju — zrozumiał Duży Jan. — Tylko on tutaj używa takich długich słów, i to przez cały dzień… — odwrócił się do Joanny. — Zachorował na ciężki przypadek milczenia, proszę pani. Kiedy człowiek wplącze się w to całe pisanie i czytanie, wcześniej czy później dopadnie go nieszczęście. Skrzyknę kilku chłopaków i przytrzymamy mu głowę pod wodą, tojedyne lekarstwo. Myślenie bywa dla człowieka mordercze.
— Zaraz się z tobą rozprawię i z dziesięcioma takimi jak ty! — wrzasnął Rozbój prosto w twarz Dużego Jana, unosząc pięść. — Jajestem Wielkim Człowiekiem tego klanu i…
— Ajajestem wodzą — odezwała się wodza (jedną z umiejętności wodzyjest używać swego głosu tak, by był twardy, ostry i ciął powietrze niczym nóż do lodu). — I rozkazuję wam wrócić na dół i nie pokazywać się tu, dopóki nie powiem. Nie mówię do ciebie, Rozboju Figlu! Ty zostaniesz tutaj.
— Ojejjej… — zaczął GłupiJaś, ale Duży Jan zatkał mu dłonią usta i szybko pociągnął go w dół.
Pozostali sami. Na garbaty księżyc wdrapywały się chmury. Rozbój zwiesił głowę.
— Jeśli mi nie pozwolisz, Joanno, nie pójdę.
— Och, Rozboju, Rozboju! — Joanna się rozpłakała. — Nic nie rozumiesz. Ja nie chcę, by dużej ciutdziewczynie coś złego się przytrafiło, naprawdę nie chcę. Ale nie mogę znieść myśli, że odchodzisz, by walczyć z potworem, którego nie da się zabić. Martwię się o ciebie, nie widzisz tego?
Rozbój objąłją ramieniem.
— Widzę, kochana — westchnął.
— Jestem twoją żoną, Rozboju, i dlatego nie chcę, byś poszedł.
— Oczywiście, więc zostanę.
Joanna popatrzyła na niego. W blasku księżyca lśniłyjej łzy.
