
— Córkę? Tak szybko?
— Tak — potwierdziła.
— To wspaniałe dla klanu! — wykrzyknął.
— Masz więc po co wracać do mnie jak najprędzej. I błagam cię, używaj głowy inaczej niż twoi chłopcy.
— Dziękuję, wodzo — odparł Rozbój. — Zrobię, jak każesz. Wezmę kilku chłopców, odnajdę wielką ciutwiedźmę, dla dobra tych wzgórz. Życie dla ciutwiedźmy tam daleko od domu i między obcymi nie może być dobre.
— O tak — powiedziałaJoanna, odwracając głowę. — Jak dobrze ją rozumiem.
Rozdział czwarty
Pln
O świcie Rozbój, któremu z podziwem przyglądali siej ego liczni bracia, napisał na kawałeczku papierowej torby słowo:
PLN
i podniósł kartkę w górę.
— Mamy plan — oświadczył zebranym Figlom. — A mając plan, musimy tylko postępować w zgodzie z nim. Słucham, Jasiu.
— Co to za cela, w którą zamknęła cię Joanna? — zapytał Jaś, opuszczając dłoń.
— Nie cela — westchnął Rozbój. — Tylko cel. Mówiłem wam już. To oznacza, że sprawajest naprawdę poważna. Oznacza, że muszę przyprowadzić z powrotem wielką ciutwiedźmę, nie ma przebacz, inaczej moja dusza zamieni się w chmurę wędrującą po niebie. To jak magiczne zaklęcie. Mało kto ma prawdziwy cel.
— Choć wielu ma celę.
— Jasiu! — Rozbój nie tracił cierpliwości. — Wiesz, że miałem ci mówić, kiedy powinieneś trzymać swoją wielką gębę zamkniętą na kłódkę.
— Tak, Rozboju.
— No więc terazjestjeden z tych razy. — Podniósł glos. — Chłopaki, wiecie już wszystko na temat współżyczy. Nie można ich zabić!
Ale naszym obowiązkiem jest uratować wielką ciutwiedźmę, więc powiedzmy sobie od razu, że to wyprawa dla kamikadze i prawdopodobnie wszyscy wylądujemy z powrotem wśród żywych, gdziejak wia — domojest strasznie nudno. Więc… kto się zgłasza na ochotnika?! Każdy Figiel, który ukończył cztery lata, podniósł rękę. — No, dajcie spokój — powiedział Rozbój. — Nie możemy iść wszyscy.
