
– Weź się za siebie, kolego – mruknął do siebie Rebus, odwrócił się od lustra i zaczął się rozbierać.
Przyjęcie pożegnalne na cześć komisarza „Farmera” Watsona, urządzone z okazji jego przejścia na emeryturę, rozpoczęło się o szóstej. Tak naprawdę było to już trzecie czy czwarte spotkanie z kolei, ale prawdopodobnie ostatnie z serii i stanowiło oficjalne pożegnanie komisarza. Klub Policjanta na Leith Walk przystrojono girlandami, balonikami i wielkim transparentem z napisem: ZA ZASŁUGI W PRACY NA ZASŁUŻONY WYPOCZYNEK. Na parkiecie ktoś położył kostkę słomy i ten farmerski akcent uzupełnił nadmuchiwaną świnią i owcą. Kiedy Rebus dotarł na miejsce, przy barze kłębił się już tłum. W drzwiach minął się z wychodzącymi trzema wyższymi oficerami z Pałacu. Rzucił okiem na zegarek: szósta czterdzieści. Odchodzącemu na emeryturę komisarzowi poświęcili więc całe czterdzieści minut swego cennego czasu.
Wcześniej w ciągu dnia na St Leonard’s odbyła się część oficjalna. Rebusa na niej nie było, bo miał w tym czasie dyżur jako „opiekun”, ale powiedziano mu, że przemówienie wygłosił zastępca komendanta Colin Carswell. Zjawiło się też paru dawnych kolegów Farmera z jego poprzednich komend – niektórzy też już na emeryturze – i ci także wygłosili krótkie przemówienia. Potem zostali, by wziąć udział w wieczornej imprezie i wyglądało na to, że przez całe popołudnie wszyscy zdrowo popijali. Krawaty mieli pozdejmowane lub rozluźnione i zawadiacko przekrzywione, a twarze spocone od alkoholu. Któryś z nich śpiewał, starając się przekrzyczeć muzykę dobywającą się z głośników.
– Czego się napijesz, John? – zapytał Farmer, który na widok Rebusa wstał od stolika i dołączył do niego przy barze.
– Może małą whisky, panie komisarzu.
– Pół butelki słodowej, jak tylko znajdziesz chwilę czasu – zakrzyknął Farmer w kierunku barmana zajętego napełnianiem kufli piwem. Zmrużył oczy i wbił wzrok w Rebusa. – Widziałeś tych frajerów z Pałacu?
