
– Minąłem się z nimi w drzwiach.
– Wypili po cholernym soczku pomarańczowym, potem szybki uścisk dłoni i do domciu. – Farmer starał się nie bełkotać, więc w rezultacie mówił trochę zbyt dobitnie. – Właściwie nigdy nie rozumiałem terminu „brzuchopasy”, ale teraz go rozumiem: sztuka w sztukę same brzuchopasy.
Rebus uśmiechnął się i poprosił barmana o ardbega.
– Tylko żeby był podwójny, pamiętaj – dodał Farmer.
– Pan też już sobie coś łyknął, panie komisarzu? – spytał Rebus.
Farmer wydął policzki.
– Paru starych kumpli przyszło mnie pożegnać. – Kiwnął głową w stronę stolika.
Rebus podążył za jego wzrokiem i dostrzegł na stole całą baterię drinków. Pod ścianą stał stół z przekąskami: kanapki, kiełbaski w cieście, chipsy i orzeszki. Rozpoznał wiele znajomych twarzy z różnych komend policji okręgu Lothian i Borders. Macari, Allder, Shug Davidson, Roy Frazer. Bill Pryde zatopiony był w rozmowie z Bobbym Hoganem. Grant Hood stał obok dwóch detektywów z biura kryminalnego, Claverhouse’a i Ormistona, starając się sprawiać wrażenie, że mu na nich wcale nie zależy. George „Hi-Ho” Silvers był z kolei w trakcie dochodzenia do wniosku, że ani posterunkowa Phyllida Hawes, ani sierżant Ellen Wylie nie dadzą się nabrać na jego podryw. Jane Barbour z Pałacu opowiadała o czymś posterunkowej Siobhan Clarke, która kiedyś była czasowo oddelegowana do wydziału przestępstw seksualnych, kierowanego przez Barbour.
– Jakby wiadomość o tym się rozniosła – zauważył Rebus – to by dopiero bandziory miały używanie. Jest ktoś, kto jeszcze dziś pracuje?
Farmer roześmiał się.
– Na St Leonard’s zostały tylko niedobitki, to prawda.
– Prawdziwy spęd. Ciekaw jestem, czy do mnie też tylu przyjdzie.
– Założę się, że więcej. – Farmer pochylił ku niemu głowę. – Zjawią się wszyscy wodzowie z Pałacu, żeby się upewnić, że im się to nie śni.
Teraz Rebus się roześmiał i uniósł szklankę w geście toastu za zdrowie. Obaj przez chwilę smakowali swoje drinki, potem Farmer oblizał wargi i spytał:
