Rebus umył ręce i chlapnął wodą na twarz i kark. Oczywiście w toalecie była tylko elektryczna suszarka, musiał więc wytrzeć się chustką. I właśnie wtedy do toalety wkroczył Bobby Hogan.

– Więc też się kamuflujesz – powiedział, kierując się w stronę pisuarów.

– Słyszałeś mnie kiedyś śpiewającego, Bob?

– Powinniśmy wystąpić w duecie i zaśpiewać Mam dziurawe wiadro.

– Pewnie bylibyśmy jedyni na sali, którzy to znają.

Hogan zachichotał.

– Pamiętasz te czasy, kiedy byliśmy jeszcze nieopierzonymi pisklakami?

– Te pisklaki już dawno zdechły – rzekł Rebus, na wpół do samego siebie. Hogan pomyślał, że się przesłyszał, ale Rebus tylko smętnie pokiwał głową.

– To kto następny w kolejce do odlotu? – spytał Hogan, już gotów wracać na salę.

– Ja nie – oznajmił Rebus.

– Nie?

Rebus znów wytarł sobie kark.

– Nie mogę iść na emeryturę, Bobby. To by mnie zabiło.

– To tak jak ja – parsknął Hogan. – Tyle że ta robota też mnie zabija.

Obaj zamilkli i przez chwilę patrzyli na siebie. W końcu Hogan pociągnął za drzwi i wkroczyli do dusznej i hałaśliwej sali klubu. Hogan rozłożył ramiona na powitanie jakiegoś dawno niewidzianego kolegi, a jeden z kumpli Farmera wyciągnął w kierunku Rebusa szklankę z whisky.

– Ardbeg, prawda?

Rebus przytaknął, zlizał parę kropel, które spadły mu na wierzch dłoni, a potem, starając się wyobrazić sobie chłopca, który z czymś takim musi przyjść na policję, uniósł szklankę i wypił ją do dna.


Wyjął z kieszeni pęk kluczy i jednym z nich otworzył główne drzwi wejściowe do kamienicy. Klucze połyskiwały nowością, bo dorobiono je tego samego dnia. Idąc w kierunku schodów, otarł się ramieniem o ścianę, a wchodząc po schodach musiał przytrzymać się poręczy. Drugim i trzecim kluczem otworzył drzwi do mieszkania Philippy Balfour.

W środku nie było nikogo, alarm nie był włączony. Zapalił światła. Rzucony luźno na podłogę dywanik uparł się, by mu się owinąć wokół stóp. Próbując się z niego uwolnić, musiał się oprzeć o ścianę. Pokoje wyglądały tak jak je zostawił, z tą tylko różnicą, że z biurka w gabinecie zniknął komputer. Zabrano go do komisariatu, ponieważ Siobhan miała nadzieję, że ktoś z serwisu internetowego, z którego korzystała panna Balfour, zdoła im pomóc w obejściu hasła.



15 из 506