Z sypialni ktoś zabrał ułożoną na krześle stertę rzeczy należących do Costello. Rebus pomyślał, że pewnie zrobił to on sam. Oczywiście na to wcześniej trzeba uzyskać zgodę – z mieszkania nie wolno było niczego ruszyć bez wiedzy policji. Najpierw te ubrania musiały zostać sprawdzone przez ekipę kryminologów, którzy być może zdjęli z nich jakieś ślady. Tyle, że zaczynało się już mówić o oszczędnościach. W przypadku takich spraw koszty mogą piąć się w górę niczym dym z ogniska.

W kuchni Rebus nalał sobie dużą szklanicę wody, ruszył do salonu i usiadł mniej więcej tam, gdzie wcześniej siedział Costello. Trochę wody pociekło mu po brodzie. Wiszące na ścianach obrazy – oprawione w ramy reprodukcje malarstwa abstrakcyjnego – bawiły się z nim w kotka i myszkę, wyraźnie sunąc za jego wzrokiem. Pochylił się, by odstawić na podłogę pustą szklankę, i nagle znalazł się na czworakach. Jakiś skurwiel musiał mu coś dosypać do drinków – to jedyne wytłumaczenie. Podniósł się, usiadł i na chwilę przymknął oczy. Osoby zaginione – czasami człowiek niepotrzebnie się martwi, bo albo same się znajdują, albo nie chcą, by je odnaleźć. Tak ich wiele… ich zdjęcia i rysopisy bez przerwy trafiają na policyjne biurka. Zwykle twarze na nich są trochę nieostre, jakby ich właściciele już byli w trakcie odchodzenia w zaświaty. Zmusił się do otwarcia oczu i popatrzył w górę, na sufit bogato zdobiony sztukaterią. Mieszkania na Nowym Mieście były duże i eleganckie, ale Rebus wolał swoją dzielnicę: więcej sklepów i nie tak snobistycznie.

Ten ardbeg… Musieli mu tam czegoś dosypać.



16 из 506