
Był straszliwie przerażony. Dopóki odwracał ich uwagę towarami, adoracja była raczej bierna. Ale gdy tylko zapasy towaru malały, one zaczynały znowu skupiać się na jego osobie. Nie było między nami wyraźnej rywalizacji; rozpychały się tylko, żeby mieć na niego lepszy widok. Na początku kazał kilku iść do domu i posłuchały; teraz, choć chętnie zrobiłyby wszystko, co im kazał, zdecydowanie odmawiały opuszczenia swego posterunku. Uczucia, jakie okazywały, stały się bardziej natarczywe, zdecydowane… i coraz silniejsze. Niejasno uświadomił sobie, że przyczyną jest kolosalna praca jego porów — pot mieszał się z napojem miłosnym, bardziej go rozcieńczał i rozsyłał jego zapach na wszystkie strony.
A te czułości! W życiu nie przypuszczał, że dotknięcia kobiet mogą sprawiać tyle bólu. Za każdym razem, gdy pochylał się nad ladą, żeby wypisać rachunek, ręce — i to dziesiątki! — głaskały jego ramiona, piersi, każdą dostępną część ciała. Pomnożone przez trzy godziny trwania delikatne dotknięcia stały się podobne do uderzeń pięścią.
Gdy Humphries wśliznął się za ladę u jego boku, był bliski płaczu.
— Panie Humphries, musi mi pan dostarczyć więcej towaru — wybełkotał. — Zostały mi tylko maszynki do krojenia jajek i parę noży do kapusty. Jak one się skończą, jestem skończony.
— Spokojnie, chłopcze, spokojnie — rzekł kierownik. — To dla nas sprawdzian, stawmy mu czoła jak na mężczyzn przystało. Czy mamy być godnym zaufania sprzedawcą czy wiotką trzciną, na której nie zechce wesprzeć się poważny klient? A gdzie są sprzedawczynie? Powinny ci pomagać za ladą. Hm, dopiero za jakiś czas dostaniemy następną partię towaru. Zróbmy sobie przerwę; spróbujemy zainteresować je przyborami toaletowymi.
— Hej, ty — ramię w mitence poklepało Humphriesa po ramieniu. — Posuń się, bo go nie widzę.
— Chwileczkę, madame, nie traćmy cierpliwości — Humphries zaczął gładko, lecz urwał, widząc morderczy błysk w oku klientki.
