— Miłosny. Jak cię zobaczyłam, wiedziałam, że tego chcesz. Masz duże nieszczęście. Bardzo mało szczęścia. Ale pamiętaj, bierz tylko tyle, ile możesz zwrócić. Twoja krew w kropli napoju czyni tę kroplę twoją. Jedną kroplę co jaki czas. Dziesięć dolarów i proszę.

O to chodziło. Dziesięć dolarów! Za jakąś barwioną wodę, którą wymieszała w tamtym pokoju. Za to, że był na tyle łatwowierny, żeby tu wejść. Nie Irving Bommer. On nie da z siebie robić wariata.

— Nie dam z siebie robić wariata — powiedział, uznawszy, że ta myśl jest godna wypowiedzenia. Wstał i otrzepał spodnie.

— Słuchaj! — głos Cyganki był szorstki i rozkazujący. — Teraz robisz z siebie wariata. Potrzebujesz tego. Mogłam zażądać pięćdziesiąt. Mogłam żądać tysiąc. Chcę dziesięć, bo tego potrzebujesz. A ja… ja już nie muszę mieć. Nie bądź głupi. Ty jesteś… naprawdę przystojny. Irving uznał, że szyderstwo na nic się nie zda; drzwi były za daleko. Bardzo powoli odliczył dziesięć dolarów, zostawiając sobie tylko dwa do wypłaty. Nie powstrzymało go nawet przypomnienie fantastycznie drogiej buteleczki płynu po goleniu, który wmówili mu w ubiegłym tygodniu. Po prostu… musiał.

— Jedna kropla krwi wystarczy — wołała za nim kobieta, gdy wybiegał ze sklepu. — Powodzenia, paniczu.

Zanim przeszedł dwie ulice do domu, w którym mieszkał, dziki poryw nadziei ustąpił miejsca zwykłej pokornej rezygnacji.

— Co za frajer, co za frajer ze mnie! — wściekał się, przemykając tylnym wejściem do pensjonatu pani Nagenbeck i wchodząc po schodach. Irving Bommer, mistrz frajerstwa wszechczasów! Pokaż mu byle co, a on kupi. Napój miłosny!

Ale gdy tylko zatrzasnął za sobą drzwi malutkiego pokoju, gdy rzucił ze złością buteleczkę na łóżko, przygryzł wargi i dwie olbrzymie łzy pojawiały się w kącikach jego krótkowzrocznych oczu.

— Gdybym chociaż miał twarz zamiast tej maski błazna — wrzasnął. — Gdybym tylko… a, do diabła!



3 из 20