Te włosy zakrywające od niechcenia jego łysinkę, ten trzeci komplet zębów wyrastający obok ruin pożółkłego szkliwa i tanich mostków, ten brzuch, nie żaden wypięty przyciągający wzrok kufer, ale płaszczyzna dyskretnie schowana pod ścianą mięśni. Ten brzuch! To w nim miały odtąd przebywać wina z najlepszych winnic, najsmaczniejsze posiłki przyrządzone przez najbardziej doświadczonych szefów kuchni, najsoczystsze owoce, najwyborniejsze…

Irving Bommer głośno przełknął ślinę, która zebrała mu się w ustach i uświadomił sobie, że jest straszliwie głodny.

Sądząc po zegarku kuchnia powinna być ciemna i pusta. Można się było tam dostać tylnymi schodami trzeszczącymi, biegnącymi łukiem obok jego pokoju.

Jednakże pani Nagenbeck, zbudzona niedozwolonym najazdem na swoją spiżarnię, łączyła w jedną harmonijną całość najbardziej charakterystyczne cechy wszystkich trzech furii. Boże, zadrżał Irving Bommer, jeśli mnie złapie…

„Trudno, przyjacielu, to ryzyko, które trzeba podjąć” — zainterweniował szorstko żołądek.

Drżąc na całym ciele i czyniąc straszliwy hałas, poszedł na dół na samych czubkach palców.

Macając w ciemnościach, znalazł drzwi od lodówki. Poczuł skurcz w żołądku. Dokładna inspekcja i kilka mocnych pociągnięć nosem pozwoliły mu znaleźć trzy czwarte salami, pół ryżowego placka i ciężki nóż o trójkątnym ostrzu w rodzaju tych, jakie są niezbędne przy abordażowym ataku statku pirackiego na hiszpański galeon.

„Okay”, rzekł żołądek, liżąc dwunastnicę: do roboty!

Pstryknął wyłącznik światła w pokoju obok kuchni. Irving zatrzymał się w połowie plasterka. Ciało było idealnie nieruchome, ale serce i rozgadany żołądek fikały koziołki jak para akrobatów w porywającym finale wodewilu. Jak zawsze, gdy był przestraszony, zaczął się tak obficie pocić, że stopy ślizgały mu się w przyciasnych butach.

— Kto tam? — zawołała pani Nagenbeck. — Czy ktoś jest w kuchni?



5 из 20