Wylał odrobinę na lewą rękę. Purpurowe.

Czyjaś pięść załomotała w drzwi.

— Hej tam! — krzyknęła pani Nagenbeck. — Ty, Bommer! Otwieraj drzwi! Wiem, co tam masz! Masz tam moje jedzenie! Otwórz drzwi!

Gdy Irving Bommer wzdrygnął się, nóż pod jego pachą dziko skoczył w stronę blasku wolności. Celował w nadgarstek, gdzie przy odrobinie szczęścia mógł uszkodzić całą rękę (a czyż to osiągnięcie nie postawiłoby go w jednym rzędzie ze wspaniałym toporem rzeźnika!). Niestety, dłoń instynktownie uciekła, żeby wepchnąć salami i placek pod poduszkę. Nóż zagrzechotał o podłogę zadowolony, choć nie uszczęśliwiony — z czubka serdecznego palca i płatka różowego mięska.

— Jeśli nie otworzysz drzwi natychmiast, w tej chwili, w tej sekundzie — pani Nagenbeck zapowiedziała przez dziurkę od klucza, której używała jako megafonu — to je wykopię, wyłamię. — Zdobywszy Ossę, oglądała się za Pelionem. — Rozwalę je i obciążę cię kosztami drzwi, dwóch zawiasów i całego zniszczonego drewna. Nie wspomniawszy już o jedzeniu, które tam masz i brudzisz paluchami. Otwieraj drzwi, Bommer!

Wrzucił nóż pod poduszkę w ślad za jedzeniem i przykrył kocem. Potem, zakręciwszy butelkę po lekarstwie, poszedł otworzyć drzwi, ssąc krwawiący palec i pocąc się bez umiaru.

— Zzza sekundę — obiecał niewyraźnie, bo słowa więzły mu w krtani.

— No i jeszcze zamek — pani Nagenbeck myślała na głos. — Dzisiaj dobry zamek kosztuje jakieś cztery, pięć, sześć dolarów. A gdzie robocizna fachowca, który go założy? Jeśli będę musiała wyłamać te drzwi, jeśli zniszczę własne…

Jej głos przeszedł w niezrozumiały bełkot. Zanim Irving Bommer otworzył drzwi, usłyszał dźwięk przypominający sapnięcie lokomotywy.



7 из 20