
Niektórzy kretyni w rodzaju Owen-Clarka utrzymywali, że są wspaniałe.
Morcheck czuł, kąpiąc się w promieniującej z Myry miłości, że kac powoli mu przechodzi. Myra nie jadła. Wiedział, że zjadła wcześniej, żeby móc całą uwagę poświęcić jemu. Cała różnica polegała na takich właśnie, drobnych sprawach.
— Powiedział, że twój czas reakcji się wydłuża.
— Tak powiedział? — spytała Myra po krótkiej pauzie. — Ci Prymitywni uważają, że wszystko wiedzą najlepiej.
To była właściwa odpowiedź, ale jej sformułowanie zabrało jej zbyt wiele czasu. Morcheck zadał żonie jeszcze kilka pytań, obliczając jej czas reakcji za pomocą sekundowej wskazówki kuchennego zegara. Ona wyraźnie zwalniała!
— Czy przyszła już poczta? — zapytał szybko. — Czy ktoś dzwonił? Czy spóźnię się dziś do pracy?
Po trzech sekundach otworzyła usta, potem je zamknęła. Coś było straszliwie nie w porządku.
— Kocham cię — powiedziała po prostu.
Morcheck czuł, że serce wali mu jak oszalałe. Kochał ją! Ogromnie, szaleńczo! A jednak ten obrzydliwy Owen-Clark miał rację. Ona potrzebowała przeglądu. Myra zdawała się wyczuwać jego myśli: Skupiła się z wyraźnym wysiłkiem i powiedziała:
— Wszystkim, czego pragnę jest twoje szczęście, kochany. Myślę, że jestem chora… Czy każesz mnie wyleczyć? Zabierzesz mnie z powrotem, gdy już będę zdrowa… i nie pozwalaj im mnie zmieniać. Nie chciałabym być zmieniana! — Jej jasna głowa opadła na dłonie. Płakała — bezgłośnie, żeby go nie denerwować.
— To będzie tylko przegląd, kochanie — powiedział Morcheck, walcząc z własnymi łzami. Jednak wiedział — podobnie jak i ona wiedziała — że jej choroba jest naprawdę poważna.
To takie niesprawiedliwe, pomyślał. Prymitywne Kobiety, z ich prostacką strukturą mentalną, były niemal całkowicie odporne na takie dolegliwości. A Kobiety Nowoczesne, o delikatnie równoważonej uczuciowości, były na nie zbyt podatne. Taka straszliwa niesprawiedliwość! Przecież Kobieta Nowoczesna była zbiorem najlepszych, najbardziej pożądanych stron kobiecości.
