
– To oczywiste. A czy mogę robić notatki?
– Naturalnie!
Andre spędził sporo czasu w teł dużej sali, gdzie słychać było jedynie chrobot stalówek po papierze lub od czasu do czasu jakieś zadawane półgłosem pytania nielicznych interesantów. Uważnie śledził całą długą i tragiczną historię. Doznawał dziwnego i smutnego uczucia, czytając wielokrotnie wymieniane w protokóle imię Vanji.
Większość opisywanych tu spraw znał już przedtem, ale uważnie poszukiwał nowych informacji, jakiegoś punktu zaczepienia dla siebie.
Znalazł na przykład ostatni adres Petry. A także adres domu jej dzieciństwa, Wspaniale! A co najważniejsze, w protokole znajdowało się nazwisko ojca dziecka. Egil Holmsen. Był też jego ówczesny adres. A nawet notatka, że Petra już dawniej zeszła na złą drogę. „Zadała się z jednym z najznakomitszych obywateli miasta”, zapisano w urzędowych papierach. Andre skrzywił się. Ale, rzecz oczywista, nazwiska owego znakomitego obywatela nie ujawniono. To zresztą nieistotne, to nie tego dziecko mogło być obciążonym dziedzictwem potomkiem Ludzi Lodu.
Andre musiał odszukać ojca drugiego dziecka. Zatem dla jego sprawy ważny był Egil Holmsen. No i krewni Petry. Bo przecież to ona mogła przekazać dziedzictwo.
Jeśli jeszcze jacyś krewni istnieją.
Trzeba będzie cofnąć się w przeszłość aż do osiemnastego stulecia. Wydawało mu się to zadaniem wprost niemożliwym do wykonania. No, w każdym razie trzeba będzie się cofnąć do początku wieku dziewiętnastego. Bo jeśli Christer Grip urodził się w 1774 roku, to musiał żyć jeszcze jakiś czas w następnym stuleciu.
Drgnął na dźwięk głosu ubranej na czarno damy i wtedy uświadomił sobie, że od dłuższego czasu siedzi i patrzy w okno.
– Przepraszam – bąknął. – Nie usłyszałem, jak…
– Znalazł pan coś? – zapytała.
Mimo czarnego ubrania i pełnego rezerwy wyrazu twarzy było w niej coś niezwykle pociągającego.
