
Andre rozmyślał nad tym, co by powiedziała Silje i wszyscy, którzy przeżyli tamtą noc, gdyby wiedzieli, co stało się później z Ludźmi Lodu. Gdyby znali wszystkie niełatwe ich losy.
Tengel Dobry wie…
Ale minęło już bardzo wiele czasu, odkąd po raz ostatni dał o sobie znać. Kiedy do gry wkroczył Lucyfer, przodkowie Ludzi Lodu złożyli odpowiedzialność za ród w ręce potomków czarnego anioła. Na Marco. A teraz także na Imrego.
Marco powiedział jednak, że współpracuje z przodkami rodu. Tengel Dobry wie zatem o wszystkim, co się dzieje.
Na wspomnienie Marca Andre doznał ukłucia w sercu. Tak bardzo mu go brakowało, lecz Marco nie chciał już więcej rodziny odwiedzać. Zresztą postarzał się bardzo. Jego miejsce zajął Imre, taki jasny i łagodny.
Imre jednak tylko raz pokazał się w Lipowej Alei. Tego jasnego poranka, gdy stanął w drzwiach z nowo narodzoną Christą w ramionach. Później nic o nim nie słyszeli.
Z drugiej jednak strony trzeba powiedzieć, że życie płynęło im teraz spokojnie. Nie musieli odwoływać się do pomocy istot nadprzyrodzonych.
Andre znalazł się w ponurej, przygnębiającej dzielnicy nędzy i poczuł, że serce mu się kraje. Jeśli to tutaj ojciec Petry…
Ale nie było tak źle. Biedę osłaniały małe, stosunkowo dobrze utrzymane domy. Bez trudu odnalazł właściwy adres.
Kilka razy głęboko wciągnął powietrze i zastukał kołatką.
Słyszał, że na wewnętrznym podwórzu bawią się dzieci. Na dźwięk kołatki ich głosy umilkły. Po chwili dały się słyszeć pospieszne kroki i brama, nie bez trudu, została otworzona.
Przyglądało mu się z ciekawością czworo czy pięcioro malców. Niezbyt czystych, z niezbyt dokładnie wytartymi nosami.
– Dzień dobry – powiedział Andre uprzejmie. – Czy mieszka tu ktoś, kto ma na imię Ola lub Ole?
Dzieci wpatrywały się w niego jeszcze bardziej uparcie.
Gdzieś w głębi podwórza skrzypnęły jakieś drzwi i głos kobiecy zawołał:
