– Co się stało, dzieci? Kto to przyszedł?

Malcy bez słowa, z ociąganiem wpuścili Andre na dziedziniec. Poszedł ku drzwiom, w których stała kobieta o potarganych włosach z wiadrem i ścierką w rękach.

Uprzejmie powtórzył swoje pytanie.

– Ole? Nie mieszka tu żaden Ole – odparła niechętnie. – Ani żaden Ola.

– I nigdy nikt o tym imieniu nie mieszkał?

Kobieta ściągnęła brwi. Była strasznie wychudzona i nędzna. Zdaje się, że sprawą jej honoru było utrzymanie wokół siebie porządku i tylko to ją interesowało.

– Mieszkał, ale bardzo dawno temu – powiedziała zdecydowanie.

– Musiało to być…

Andre liczył pospiesznie. Kiedy to się mogło wydarzyć? Kiedy ojciec Petry wyrzucił córkę z domu? W roku 1899 miała siedemnaście, nie, nie, dziewiętnaście lat. Jeśli pierwsze dziecko urodziła kilka lat wcześniej? Och, mój Boże, to niemożliwe, siedemnastolatka nie mogła przecież mieć kilkuletniego dziecka, bo musiałaby je urodzić w wieku czternastu lat. Czyli że zostałoby poczęte, gdy matka miała zaledwie trzynaście… Nie, to brzmi zbyt okropnie, oczywiście Petra miała dziewiętnaście łat, kiedy spotkały się z Vanją!

Zajęty obliczeniami milczał przez chwilę. W końcu jednak powiedział:

– To musiało być około roku tysiąc osiemset dziewięćdziesiątego siódmego.

Kobieta zastanawiała się.

– No tak, to by się mogło zgadzać – przyznała. – Mieszkał tu wtedy Ole Knudsen, ale to było przede mną.

– Gdzie… on jest teraz?

– Umarł.

O, do diabła, pomyślał Andre. Głośno zaś rzekł:

– A jego rodzina?

– Nic o nikim nie wiem. Ale niech no pan zaczeka!

Przejmującym głosem krzyknęła w głąb domu:

– Mama, czy Ole Knudsen miał jakąś rodzinę?

Z domu dało się słyszeć niewyraźne piszczenie. Kobieta w drzwiach „tłumaczyła”:

– Miał córkę. Ale przydarzyło jej się nieszczęście.

– Tak, wiem – potwierdził Andre. – Dziękuję bardzo. Czy ona była jego jedynym dzieckiem?



15 из 196