Mieli oni swoje dziedzictwo, o którym z obcymi rozmawiali raczej niechętnie, i to było przyczyną ich społecznej izolacji. Nie dlatego, by sądzili, że są może gorsi od innych, nie, myśleli o sobie raczej jako o dzieciach nieszczęścia. Choć zawsze byli bardzo dumni ze swojego pochodzenia, to dokuczało im przeświadczenie, iż nie do końca są przez otoczenie akceptowani. W tym akurat mocno przesadzali, bo Ludzie Lodu cieszyli się zawsze opinią porządnych i honorowych, choć cokolwiek ekscentrycznych.

Żyli z taką opinią od dawna.

Andre często myślał o słowach Imrego. O tym, że to on, Andre, będzie musiał odnaleźć obciążonego dziedzictwem kuzyna ze swojego pokolenia. Czasami zastanawiał się, czy przypadkiem nie on sam jest tym dotkniętym, zawsze jednak dochodził do wniosku, że to raczej wykluczone. Te same podejrzenia żywił niekiedy w odniesieniu do Christy, małej córeczki Vanji, ale zbyt rzadko miał okazję obserwować dziewczynkę, bo niestety Frank bardzo stanowczo egzekwował swoje ojcowskie prawa. Jedyną szczególną cechą Christy było nieznaczne rozszczepienie języka, ponadto była to istota tak ludzka, że nikomu nie przyszłoby do głowy, iż jej ojcem może być demon.

A już najmniej Frankowi…

Bywało, że członkowie rodu złościli się na niego. Wiedzieli, że wystarczyłoby parę słów, by uśmiercić jego ojcowską radość i dumę. Ale, oczywiście, nikt nigdy takich słów nie wypowiadał. Żal im było Franka. Wciąż było im go bardzo żal. I nie można zaprzeczyć, że bardzo dobrze wychowuje dziewczynkę.

Natomiast Vetle, syn Christoffera i Marit, był przez Andre poddawany nieustannym gruntownym studiom. Chłopiec miał teraz dziesięć lat i wyrastał na prawdziwego łobuziaka z głową pełną zaskakujących pomysłów. Ale żeby należał do wybranych lub obciążonych? Nie, nie na to nie wskazywało. Andre musiał się powstrzymać przed ostatecznym osądem.

Któregoś dnia poszedł w końcu z tymi problemami do swojej matki Benedikte i do dziadka Henninga, których uważał za najważniejsze osoby w rodzinie.



3 из 196