
Skinął głową, widząc drobną postać kryjącą się za drzewem.
– Z nim wszystko w porządku?
– Coraz lepiej.
– A jak tam lekcje pływania? – Zawsze zadawał to pytanie, cieszyła go jej duma.
– Myślę, że wystartuje na olimpiadzie, jak będzie miał sześć lat. Już potrafi opłynąć wyspę.
– Tak? Jest szybki jak diabli. Do cholery, Saro, mógłby już do mnie przywyknąć.
– To nie o ciebie chodzi, Maks – powiedziała miękko – tylko o jakiegokolwiek mężczyznę. Musi minąć trochę czasu. To nie jego wina.
– Tak, tak. Może się zjawi, jak przyniosę gołębie. Mam ptaki, jedzenie, no i papier i farby, tak jak chciałaś. Ale to może zaczekać. Mów, co masz do powiedzenia.
Jednocześnie burkliwie zażądał, żeby Sara otworzyła jedno z pudelek i usiłował wyglądać na znudzonego, kiedy posłusznie uniosła wieko.
– Kochany! Ołówki i książka do kolorowania! Maks poczerwieniał jak piwonia.
– Spójrz dalej. Tam jest coś dla ciebie. Powolutku wyciągnęła małą buteleczkę. Odkorkowała ją, wciągnęła powietrze i poczuła duszący zapach bardzo taniej wody toaletowej.
– Och, Maks! – zarzuciła mu ręce na szyję i cmoknęła – w policzek. – Jesteś nadzwyczajny, wiesz?
– Tak, tak. Wydawało mi się, że czegoś takiego ci trzeba. Pewnie bardziej przydałaby ci się szminka, ale nijak nie mogłem jej kupić, a to tak ładnie pachniało.
– Cudownie – zapewniła go.
– Tak, wiedziałem, że ci się spodoba – Maks przeciągnął się z zadowoleniem. – Dobra. Przyniosę resztę rzeczy.
Ostatnią rzeczą, jaką wniósł do domu, było piwo. Usadowił się przy stole w kuchni i otworzył puszkę. Nie zdążył jeszcze przełknąć ani kropli, gdy Sara natychmiast zapytała:
– Co było w gazetach?
– Zbrodnia na środkowym wschodzie – spojrzał na jej twarz i westchnął. – Ciągle są zdjęcia, ale już mniej. Na jednym z ostatnich twój były mąż wygląda jak święty.
