
– Wiem – powiedziała Sara po raz trzeci. Sama już do tego doszła. Ale gdzie było miejsce, w którym nikt nie mógłby ich odkryć? Może Arktyka?
Maks spojrzał na nią poważniej.
– Czy próbował zrobić coś złego tobie albo chłopcu?
– Nie, on nie jest taki.
– Na pewno?
Kiedy strach ją opuścił, wiedziała, że się nie myli.
– Na pewno.
Maks znów zaczął bębnić palcami po stole.
– No więc możemy sobie odpocząć. Nic na to nie poradzimy, że facet był ciekawy i przyszedł się przywitać. Gdybym ja miał dwadzieścia lat mniej i cię zobaczył, też bym to zrobił. Jeżeli wróci, postaraj się zanudzić go na śmierć. Jeżeli przyjdzie ktoś inny, też postaraj się przekonać go, że jesteś przeciętna i nieciekawa. Mamy inne wyjście? Chyba, że chcesz panikować. Panika pomaga, no nie? Jeśli chcesz siedzieć i dorobić się ataku serca, zostanę tu z tobą i poczekam, aż to się stanie.
– Och, zamknij się Maks. Przykro mi, że cię niepokoiłam – wstała i cmoknęła go w policzek, który natychmiast zrobił się purpurowy. Wciąż była niespokojna, ale Maks nie musiał o tym wiedzieć. Już i tak za bardzo zawracała mu głowę swoimi problemami.
– Dziękuję, że przypłynąłeś – powiedziała miękko – nie wiem, co byśmy bez ciebie zrobili. Jestem ci winna więcej niż podziękowania.
– Jezu, nie zaczynaj od początku.
Wyglądał na zmieszanego i trochę przestraszonego. Wycelowała w niego palec.
– Będę ci dziękowała tyle razy, ile zapragnę, ale jeśli zapalisz to cygaro…
– To dzisiaj pierwsze – powiedział przepraszająco i wsunął na pół przeżute cygaro do kieszeni.
– Czyżby dzień się dopiero zaczął? Dogadywali sobie jeszcze przez chwilę, a w tym czasie Sara rozpakowywała pudło. Uwielbiał, kiedy mu żartobliwie dokuczała, a ona nie miała wtedy litości. Znała Maksa, od kiedy jej rodzice wynajęli u niego domek. Działo się to dawno temu, kiedy nosiła jeszcze warkoczyki. Po śmierci rodziców Sara nadal regularnie go odwiedzała. Nikt inny nie zajmował się nim, nikt się z nim nie droczył. Nikt nie siedział z nim godzinami, kiedy był unieruchomiony po wypadku samochodowym.
