Sara miała krewnych, także brata i siostrę, ale w kłopotach zwróciła się o pomoc do Maksa. Nie odmówił jej i zrobił o wiele więcej, niż mogła oczekiwać.

W pewnej chwili przerwała rozpakowywanie i przycisnęła palce do pulsujących skroni. Kiedy była małą, jedenastoletnią dziewczynką z warkoczykami, snuła wspaniałe, kolorowe marzenia i nie wiedziała, jak okrutnie potraktuje ją życie. Nie mogła przewidzieć artykułów w gazetach przedstawiających ją jako niegodziwą, znęcającą się nad dzieckiem matkę, odebrania syna, życia w ukryciu przed policją i w strachu przed wszystkimi.

Maks przyglądał się jej z napięciem.

– Wszystko będzie dobrze, Saro. Zobaczysz.

– Oczywiście – odpowiedziała automatycznie, ale wspomnienie o nieznajomym z dzisiejszego ranka przypomniało jej o rzeczywistości. Każdy człowiek będzie kojarzył jej się z zagrożeniem. Już nic w jej życiu nie będzie dobre. Oprócz Kipa.

Milion lat temu rodzice nauczyli ją, jak kochać, zachowywać spokój ducha i obdarzać dobrocią. Nie wiedziała, co to wściekłość i nienawiść, dopóki nie zaczęto straszyć jej syna. Odkryła wtedy, że instynkt macierzyński potrafi przesłonić każde prawo, zasadę i cnotę. Czasem najłagodniejsza kobieta potrafi walczyć jak oszalałe, dzikie zwierzę.

Nikt już nie skrzywdzi Kipa. Nikt i nigdy.

Kiedy Jarl przycumował łódź na brzegu wyspy, wiedział, że jest obserwowany. Nie patrząc w stronę lasu; wyciągnął z dna łodzi drewniany żuraw i położył go na piasku.

Podwinął rękawy koszuli i wyjął narzędzia. Piętnaście minut później odrzucił wyrąbane z przystani cztery zgniłe deski. Mimo lekkiego wietrzyka popołudniowe słońce ostro przypiekało.'



19 из 120