
Zrzucając koszulę zauważył, że malec podszedł nieco bliżej i był teraz o jakieś półtora metra od zabawki. Utkwione w żurawiu spojrzenie wyrażało niekłamaną żądzę posiadania.
– Żuraw jest dla ciebie – powiedział Jarl, nie patrząc na chłopca – nie jest taki fajny jak spychacz, ale podnosi całkiem duże kamienie. Możesz go sobie wziąć, ale najpierw zapytaj mamusi. Pamiętaj, nigdy nie bierz nic od obcych, zanim mama nie wyrazi zgody.
Jarl nie czeka! na odpowiedź. Wciąż stojąc tyłem do chłopca, z powrotem zajął się deskami, które przywiózł ze sobą. Gdy tak stał po kostki w wodzie z młotkiem w ręce, na dróżce pojawiła się Sara.
Przez całe cztery dni próbował o niej zapomnieć. Nie chciał mieć kłopotów i dodatkowych zmartwień, lecz jakaś siła przywiodła go znów na wyspę i ucieszył go teraz widok kobiety. Skóra Sary wydawała się bardziej złocista niż przy poprzednim spotkaniu. Na policzku widniały ślady farby, a włosy miała przewiązane burą szmatką. Tonęła w olbrzymiej koszuli i luźnych dżinsach. Lubił raczej krągłe kobiety, ale Sara była szczupła.
Tym razem nie wyglądała na przestraszoną, ani nie była uzbrojona. Chyba wierzyła, że uda się jej stawić czoła każdemu. Widniejąca w jej oczach odwaga sprawiła, że wzruszył się niespodziewanie.
– Panie Hendriks, co pan, do diabła, robi? Było widać, co robi, ale odpowiedział.
– Naprawiam pani przystań. – Wbił gwóźdź i sięgnął po następny.
– Sama potrafię ją naprawić. Nie wolno panu wchodzić na czyjś teren i…
– Wiem – odrzekł Jarl ponurym głosem. – Ja po prostu nie mam nic do roboty. Od lat nie brałem urlopu i przeznaczyłem ten miesiąc wyłącznie dla siebie. Wydawało mi się, że to świetny pomysł, dopóki nie zacząłem się nudzić. Niech pani spojrzy na mój dom, jest nowy i niczego nie muszę naprawiać. Mam dwupoziomową cieplarnię, nie muszę niczego podlewać ani wyrywać chwastów. Jedyne, co mi pozostaje, to łowienie ryb i przesiadywanie godzinami w saunie.
