– To nie moja sprawa! Nie chcę, żeby pan to robił.

– Czasem lubię samotność – wciąż stukał młotkiem – ale nie przez cały miesiąc bez przerwy. Normalnie w dzień pracuje ż ludźmi, a wieczorami spaceruję, czytam, siedzę w saunie. Lubię to. Ale nie mogę powiedzieć, że zawsze lubię spać samotnie.

– Panie Hendriks!

– Jednak jestem kapryśny, jeśli chodzi o łóżko. Zawsze taki byłem. Lubię duże, agresywne kobiety. Blondynki, nie brunetki. Brązowe oczy, nigdy niebieskie. Również nie podobają mi się błękitne bluzy, a już ścierpieć nie mogę szmatek na włosach. – Wyprostował się, spojrzał na nią i zamrugał. – Jest pani bezpieczna jak w kościele – powiedział łagodnie – więc nie rozumiem, co takiego mogłoby się stać, jeśli naprawię tę przystań.

Osłupiała ze zdumienia. Prawie parsknęła śmiechem, ale natychmiast się opanowała i oparła ręce na biodrach, znów starając się wyglądać groźnie.

– Panie Hendriks!

– Mógłbym przysiąc, że powiedziałem, jak mam na imię. Kiedy w końcu pozwoli pani chłopcu wziąć ten żuraw?

Malec wsunął rączkę w jej dłoń. Spojrzała na niego z taką miłością, że wyraz jej twarzy zaparł Jarlowi dech w piersiach.

Wzięła zabawkę do ręki i przyjrzała się jej. Kiedy ponownie zwróciła oczy na Jarla, wyglądała jakby utraciła wcześniejszą nieufność.

– Pan sam to zrobił?

– To nic takiego. Hobby.

– Nie powinien pan się trudzić. Nie wiem, jak panu dziękować.

– To nie dla pani, lecz dla niego. Jeśli mi podziękuje, będzie jego.

– Proszę zrozumieć, on nie jest niewdzięczny – zaczęła wyjaśniać – ale obawiam się, że mój syn nie umie…

– Dziękuję!

– … mówić – dokończyła z rozpędu.

Nie widziała wyrazu twarzy Jarla, gdy zaszokowana przypatrywała się dziecku. Mały uśmiechnął się szeroko do mężczyzny, złapał żuraw i szybko uciekł.

Jego matka wyglądała tak, jak gdyby również chciała stąd jak najprędzej zniknąć.



21 из 120