
– Nie – powiedział po chwili napiętego milczenia.
– Bogu dzięki! – niemal krzyknęła, a łzy ulgi mimowolnie popłynęły po jej bladych policzkach. – Domyślam się, że to panu wyrządził krzywdę… Co takiego uczynił?
– Nie tylko mnie… – señor de Riano przeszedł powoli na skraj tarasu i oparłszy rękę o łuk kolumnady, popatrzył w zamyśleniu na góry. Jego potężna sylwetka na tle zachodzącego słońca wyglądała dziwnie złowieszczo.
Rachel siedziała z drżącym sercem, czekając na najgorsze. Śmiertelna powaga malująca się na twarzy señora de Riano zwiastowała złe wieści.
– Rok temu – podjął chłodnym, rzeczowym tonem – nieopatrznie zatrudniłem pani brata w mojej firmie w Jabugo i zapewniłem mu mieszkanie. Mieszkał razem z drugim cudzoziemcem, Szwedem, i razem pracowali przy pakowaniu i wysyłce towaru. Pani brata polecił mi przeor z La Rabidy, który twierdził, że Brian jest uczciwym i pracowitym młodzieńcem i zasługuje na lepszą płacę niż ta, którą może mu zaofiarować kościół. Przeor od lat jest przyjacielem naszej rodziny, zna mnie od dziecka i darzę go wielkim zaufaniem. Nie wahałem się więc ani chwili. Ale pani bratu udało się wywieść przeora w pole…
– Cóż takiego zrobił? – spytała z ciężkim sercem.
– Po kilku tygodniach pracy razem ze swoim kumplem zaczęli kraść szynki i sprzedawać je na europejskim czarnym rynku. Przez pewien czas ten proceder uchodził im bezkarnie. Moi pracownicy nie wykazali dostatecznej czujności. Sądzili, że popełniono błędy w rachunkach. Ale po pewnym czasie okazało się, że straty w magazynach były znaczne. Dokładnie okradli nas na dwadzieścia tysięcy dolarów! Jakiś czas potem przyłapano Szweda na gorącym uczynku. Został aresztowany, a policja odkryła, że ma konto w szwajcarskim banku.
– A co z Brianem? – dopytywała się niecierpliwie.
– W dniu, w którym aresztowano jego kumpla, nie zgłosił się do pracy i od tej pory wszelki słuch o nim zaginął. To miało miejsce pół roku temu.
