
– Wielki Boże! – wyrwało jej się z piersi.
– Szwed złożył zeznania obciążające pani brata.
Rachel nie mogła dłużej usiedzieć w spokoju. Skoczyła na równe nogi i zawołała z rozpaczą:
– To zupełnie niepodobne do Briana! Kocham go i znam od dziecka. Nie macie przeciw niemu żadnych dowodów z wyjątkiem słów tego mężczyzny. Nie wierzę, że to prawda… Przeor z pewnością się nie pomylił!
Vincente de Riano patrzył na nią wzrokiem pełnym litości.
– Czy pani brat kiedykolwiek się z panią skontaktował? Czy przysiągł pani, że jest niewinny?
– Nie – wyznała zgodnie z prawdą. – Wielka szkoda, że tego nie zrobił… Wiem, że pan mi nie wierzy, ale gdyby pan znał Briana, toby pan wiedział, że nie należy do ludzi, którzy przyznają się do kłopotów. Jest zbyt hardy, zbyt dumny… – Rachel ukryła twarz w dłoniach, przypominając sobie o jego ostatnim telefonie do matki. – Musiał już opuścić Sewillę – wyznała ledwie słyszalnym szeptem. – Kiedy po raz ostatni rozmawiał z matką, uprzedził ją, że przez dłuższy czas nie będzie się odzywać… Matka wyczuła, że dzieje się coś niedobrego, ale obie starałyśmy się nie dawać przystępu złym myślom. – W rozpaczy potrząsała głową. – Muszę go odnaleźć. Muszę go przekonać, że powinien zgłosić się na policję i wyznać prawdę. Proszę mi powiedzieć, gdzie on może być?
– Przypuszczam, że nadal przebywa w Hiszpanii. – Señor de Riano miał nieodgadniony wyraz twarzy.
– Dlaczego pan tak uważa? – spytała z nagłym ożywieniem.
– Kiedy człowiek czegoś bardzo pragnie, zdobywa się na zadziwiającą wytrwałość – powiedział sentencjonalnie.
– Czegóż więcej w tej sytuacji mógłby pragnąć, prócz oczyszczenia z zarzutów? – rozważała na głos. – Proszę mi uwierzyć, señor… Brian z pewnością jest niewinny. Nie stawił się na policji, ponieważ bał się, że nie zostanie wysłuchany. Znajduje się w obcym kraju i nie zna tutejszego prawa. Na pewno został fałszywie oskarżony. W pewnym sensie jest bezbronny. A jeśli pan byłby na jego miejscu, co by pan zrobił?
