
Patrzył na nią przez chwilę w skupieniu, a potem rzekł tonem lekkiej drwiny:
– Czy przypadkiem nie studiuje pani prawa i nie zamierza zostać adwokatem?
Miała serdecznie dość jego szyderczego poczucia humoru.
– Aż tak bardzo prawo mnie nie interesuje, seńor.
– A można spytać, co panią bardzo interesuje?
– Wykonuję niepozorną pracę, ale bardzo mnie ona satysfakcjonuje – odparła z godnością, była bowiem świadoma, że ten tajemniczy mężczyzna poddaje ją szczególnemu egzaminowi, od którego być może wiele będzie zależeć.
– Niemniej jednak proszę mnie oświecić, panno Ellis.
– Jestem boną do dzieci zatrudnioną w hotelu – powiedziała wolno i wyraźnie.
Z pewnością nie takiej odpowiedzi się spodziewał. Czego właściwie oczekiwał? – pomyślała, patrząc na jego nagle zmienioną twarz i intrygujące błyski w oczach. A potem wstał i w zamyśleniu przechadzał się po terakotowej posadzce, jakby rozważał jakiś wielce zawiły problem. Niespodziewanie zatrzymał się i zadał osobliwe pytanie:
– Czy ma pani stosowny dyplom?
– Oczywiście. Nie zostałabym zatrudniona w Kennedy Plaza bez odpowiedniego dyplomu.
O co mu, u licha, chodzi? Wstała i podeszła do schodów, które prowadziły do niżej usytuowanego ogrodu. Powinnam już stąd wyjść, pomyślała. Powinnam jak najszybciej skontaktować się z policją w Sewilli… Raptem się zatrzymała olśniona zbawienną myślą.
– Jakkolwiek nie zarabiam zbyt dużo – powiedziała, patrząc z ukosa na swego gospodarza – ale jestem w stanie spłacać panu w comiesięcznych ratach dług przypisywany memu bratu.
Powoli odwrócił ku niej głowę; jego czarne oczy miały jakiś bezosobowy, nieodgadniony wyraz.
– I uważa pani, że pieniądze odkupią jego wszystkie grzechy?
– Jakie grzechy? – Z wrażenia zaparło jej dech. Czyżby było coś więcej…?
