– Mam wrażenie, że pani słabość po części wynika z głodu – szepnął jej do ucha, gdy mijali restaurację i przechodzili przez bar ozdobiony ciemną boazerią i ciężkimi mosiężnymi lampami.

Seńor de Riano ubrany był nadal w tę samą koszulę i robocze spodnie, ale Rachel zauważyła, że mimo to śledzą go oczy prawie wszystkich kobiet. Zaczęła się mimowolnie zastanawiać, czy jest żonaty, a jeśli nie, to czy potrafiłby być wierny jednej kobiecie? Był przecież niebywale przystojny. Być może dopiero teraz, gdy spostrzegła zachwyt w oczach innych kobiet, w pełni to sobie uświadomiła. Doszła do wniosku, że na pewno jest żonaty. Ciekawe, czy kochał swoją żonę, czy też podobnie jak większość mężczyzn o tak zniewalającym uroku już dawno ją porzucił.

– Jestem zbyt zdenerwowana, bym mogła cokolwiek przełknąć – odpowiedziała wreszcie na jego sugestię. – Chciałabym udać się prosto do pokoju.

Wyglądało jednak na to, że było już za późno na protesty. Jak spod ziemi wyrósł przed nimi kelner i zaczął witać seńora de Riano jak członka rodziny królewskiej. Zamienili kilka niezrozumiałych dla Rachel zdań, a potem kelner obdarzył ją spojrzeniem pełnym uznania i wrócił do baru.

– Proszę się uspokoić, seńorita. – Vincente de Riano podsunął jej krzesło. – Miała pani ciężki dzień i dużo dziś pani przeżyła. Radzę pomyśleć teraz trochę o sobie.

– Czy pan mnie przed czymś ostrzega?

– Być może.

Spojrzała na niego zaintrygowana, ale nim zdążyła coś powiedzieć, kelner postawił przed nią ogromny półmisek z owocami morza. Na ten widok ślinka napłynęła jej do ust, a zapowiedź uśmiechu, przyczajona w oczach, nie uszła uwagi jej towarzysza.

– Mam nadzieję, że wśród tych rozmaitości znajdzie pani coś, co szczególnie lubi – powiedział łagodnym tonem. – A ja tymczasem zadzwonię na policję. Zawiadomię ich, że pani przyjechała i pragnie współpracować…



19 из 121