
Na tarasie, tuż za drzwiami, siedziały nieruchomo trzy potwornie wielkie, czarne koty i wpatrywały się we wnętrze mieszkania. Widok był mi bliski i całkowicie zrozumiały, ale przecież nie u Alicji…!!!
Po dłuższej chwili wydobyłam z siebie głos, w którym chyba dźwięczała zgroza…
– Własnym oczom nie wierzę i co to ma znaczyć?! Alicja! Czy to coś, co tam siedzi, to są koty?!
– A uwierzysz, jeśli ci powiem, że żyrafy?
– Przecież ty nienawidzisz kotów!
Alicja wyjęła kartofle z mikrofalówki i wyrzuciła swoje jajko z patelni na talerz.
– Kto tak powiedział? – spytała z zimną irytacją.
– Ty sama!
– Nic podobnego. Wcale nie nienawidzę kotów samych w sobie. Lubię wszystkie zwierzęta. Nienawidzę tylko takiego czegoś, co poluje na ptaki.
– A te, tam, nie polują na ptaki? – zainteresowałam się delikatnie i spróbowałam usiąść przy stole bokiem, żeby mieć widok na ogrodowe wyjście. – Takie są oryginalne? Roślinożerne?
Alicja usiadła normalnie, twarzą do ogrodu.
– Nie wiem, czy są oryginalne, za to na pewno leniwe. Nie łażą po drzewach i nie pchają się do ptaków. Zwabiłam je tu specjalnie.
Musiałam się nieźle wysilić, żeby wreszcie ochłonąć.
– Bardzo popieram ten szlachetny czyn, ale jakiś powód musiał przecież istnieć. Po tylu latach zwabiłaś do siebie koty, które do tej pory przeganiałaś na wszystkie strony świata? Co ci się stało?
– Bełkot – odparła Alicja krótko.
– Bełkot to, mam wrażenie, tu w powietrzu brzęczy – skrytykowałam, po krótkiej chwili opanowawszy zaskoczenie. – Rozumiem, że masz na myśli Blekota. Co on tu ma do rzeczy?
– Jest uczulony na koty i dostawał wysypki, jak jakiś kot przechodził ulicą. Zabezpieczyłam się przed jego następnym przyjazdem. A w ogóle powodów było trzy, Blekot, myszy i ogród. Oprócz Blekota, rozmnożyły mi się myszy, nie mam nic przeciwko myszom, ale trochę się ich zrobiło za dużo i zaczęły żreć papiery. Koty łapią myszy, bardzo zręcznie im to idzie, także krety i nornice. Nornice zeżerały mi cebulki tulipanów…
