Patrzyłem na nadlatujący glider i myślałem: to wszystko należy przemyśleć i to wyjątkowo dokładnie. Po pierwsze, mam jeszcze przed sobą cały wieczór, a po drugie, mam przeczucie, że należy to wszystko na jakiś czas odłożyć. Koniec końców, moje przeżycia dotyczą tylko mnie, a moja dymisja dotyczy już nie tylko mnie, ale można powiedzieć, wszystkich. Zresztą kurtyna dźwiękowa działa bez zarzutu… A więc chyba chwilowo należy problem odłożyć. Tak. Odłożyć…

Ale natychmiast wyleciało mi to z głowy, gdy tylko zobaczyłem twarz Majki i Van der Hoosego. Komow wyglądał jak zwykle i jak zwykle rozglądał się z takim wyrazem twarzy, jakby wszystko dookoła należało do niego osobiście, należało od dawna i zdążyło solidnie mu obrzydnąć. Za to Majka była strasznie blada, taka blada, że aż niebieska, jakby jej było niedobrze. Komow już zeskoczył na piasek i krótko zażądał ode mnie informacji, dlaczego nie odpowiadam na wezwania przez radio (w tym momencie jego oczy zatrzymały się na kryształku w moim uchu, uśmiechnął się pogardliwie i nie czekając na odpowiedź poszedł w stronę statku). Van der Hoose niespiesznie wysiadł z glidera i zbliżał się do mnie, nie wiadomo dlaczego smutnie kiwając głową, bardziej niż kiedykolwiek podobny do zbolałego starego wielbłąda. A Majka ciągle nieruchomo siedziała na swoim miejscu, nastroszona, z brodą ukrytą w futrzanym kołnierzu, oczy miała jakieś szkliste, a rude piegi wydawały się czarne.

— Co się stało? — zapytałem przerażony. Van der Hoose zatrzymał się. Głowę miał lekko zadartą, a dolną szczękę wysunął do przodu. Wziął mnie za ramię i leciutko potrząsnął. Serce uciekło mi w pięty i nie wiedziałem co 'myśleć. Van der Hoose znowu potrząsnął mnie za ramię i powiedział:



19 из 150