W tym momencie Majka zerwała się na równe nogi i stanęła przede mną twarzą w twarz.

— Dwoje? — krzyknęła. — Tak! Dwoje! Bałwan bez serca!

— Poczekaj — powiedziałem oszołomiony. — Dlaczego…

— Po coś tu przyszedł? — mówiła dalej, prawie szeptem. — Lepiej idź do swoich robotów, lepiej z nimi podyskutuj, ile tam lat minęło i co się kupy nie trzyma, i dlaczego ich tam jest dwoje, a nie troje albo siedmioro…

— Majka, poczekaj! — powiedziałem z rozpaczą. — Ja zupełnie nie tego przecież chciałem…

Majka zasłoniła twarz rękami i powiedziała niewyraźnie:

— Połamało im wszystkie kości… ale oni jeszcze żyli, jeszcze próbowali coś robić… Słuchaj — poprosiła odejmując dłonie od twarzy — idź sobie stąd. Ja niedługo przyjdę. Niedługo.

Ostrożnie wstałem i wyszedłem. Miałem ogromną ochotę objąć ją, powiedzieć coś serdecznego, pocieszającego, ale nie umiałem pocieszać. W korytarzu nagle mną zatrzęsło. Stanąłem, poczekałem, aż minie. Ależ dzień! I nikomu nie można opowiedzieć. Zresztą, chyba nawet nie trzeba. Otworzyłem oczy i zobaczyłem, że przy drzwiach na mostek stoi Van der Hoose i patrzy na mnie.

— Jak tam Majka? — zapytał cicho.

Zapewne na mojej twarzy było widać — jak, bo Van der Hoose smutnie kiwnął i zniknął na mostku. A ja powlokłem się do kuchni. Po prostu z przyzwyczajenia. Po prostu tak już się utarło, że od razu po powrocie glidera wszyscy siadaliśmy do obiadu. Ale dzisiaj chyba będzie inaczej. Jaki tu może być obiad? Skrzyczałem kucharza, bo mi się wydało, że pokręcił z jadłospisem. W rzeczywistości kucharz nic nie pokręcił, obiad był gotowy, dobry obiad, jak zwykle, ale dzisiaj nie powinno być jak zwykle. Majka na pewno nic nie zechce jeść, a trzeba, żeby zjadła. Więc zamówiłem dla niej u kucharza galaretkę owocową z bitą śmietanką — jedyne jej ulubione danie, jakie znałem. Dla Komowa zdecydowałem nic dodatkowego nie zamawiać, dla Van der Hoosego, po chwili namysłu, również, ale na wszelki wypadek wprowadziłem do całego zestawu wino — a nuż ktoś zechce pokrzepić swoje nadwątlone siły duchowe… Potem udałem się na mostek i usiadłem przy swoim pulpicie. Moi wychowankowie pracowali jak w zegarku. Majki na mostku nie było, a Van der Hoose z Komowem redagowali pilny radiotelegram na Bazę. O coś się spierali…



21 из 150