Potem przyszło mi do głowy, że na Pancie musi żyć dosyć dziwaczna rasa, jeśli nasi ksenopsychologowie uważają, że ta planeta najlepiej się dla niej nadaje. Nieco dziwnie musi wyglądać życie na tej Pancie. Przywiozą tu ludzi stamtąd — oczywiście nie wszystkich od razu; na początek po dwóch, po trzech przedstawicieli każdego plemienia. Delegaci zobaczą tę zamarzniętą plażę, lodowiec, pusty, lodowaty ocean, puste liliowe niebo, zobaczą i powiedzą: „Cudownie! Zupełnie jak w domu!” Jakoś nie bardzo chce się wierzyć. Co prawda, kiedy przyjadą, już tu nie będzie tak pusto. W jeziorach będą ryby, w zaroślach zwierzęta, na mieliznach — jadalne skorupiaki. A może i jaszczurki jakoś się przyzwyczają… A poza tym mówiąc otwarcie w sytuacji plemion z Panty nie bardzo można wybrzydzać. Gdyby na przykład nagle się okazało, że nasze Słońce lada chwila wybuchnie i spali na Ziemi wszystko co żywe, też bym specjalnie nie grymasił. Z całą pewnością powiedziałbym sobie — trudno, stało się, jakoś wyżyjemy. Zresztą tych z Panty nikt nawet nie pyta o zdanie. I tak niczego nie rozumieją, nie znają kosmogonii, nawet najbardziej prymitywnej. I nigdy się nie dowiedzą, że przesiedlono ich na inną planetę…

Nieoczekiwanie stwierdziłem, że coś słyszę. Szeleszczący dźwięk, jakby przebiegła jaszczurka. Skojarzył mi się z jaszczurką pewnie na skutek niedawnej rozmowy z Wadikiem, a tak naprawdę to dźwięk był ledwie dosłyszalny i absolutnie nie określony. Potem w odległym kącie mostka coś tyknęło i natychmiast gdzieś zaszemrał strumyk wody. Na samej granicy słyszalności bzykała w pajęczynie mucha, mamrotały przyśpieszone zirytowane głosy. I znowu korytarzem przebiegła jaszczurka. Poczułem, jak od napięcia zdrętwiała mi szyja, i wstałem> Wstając, potrąciłem leżący na krawędzi pulpitu informator, który z potwornym hałasem spadł na podłogę. Podniosłem go i z jeszcze potworniejszym hałasem rzuciłem z powrotem na pulpit. Zanuciłem dziarskiego marsza i defiladowym krokiem wyszedłem na korytarz.



8 из 150