To ta cisza. Cisza i pustka. Van der Hoose co wieczór mi to tłumaczy bardzo przystępnie. To nie natura, ale człowiek nie znosi pustki. Kiedy znajdzie się w próżni, stara się czymś ją wypełnić. Wypełnia ją zwidami, nie istniejącymi głosami, jeżeli nie jest w Stanie zapełnić jej czymś konkretnym. Nie istniejących dźwięków w ciągu tych trzech dni nasłuchałem się wystarczająco. Należy przypuszczać, że niedługo zaczną się zwidy.

Maszerowałem korytarzem, mijając puste kajuty, bibliotekę, arsenał, a kiedy przechodziłem obok ambulatorium, poczułem słaby zapach — ostry i zarazem nieprzyjemny, coś w rodzaju amoniaku. Przystanąłem i zacząłem węszyć. Zapach był znajomy, ale jednocześnie niepojęty. Zajrzałem do gabinetu chirurgicznego. Włączony i zawsze gotowy do działania cybernetyczny chirurg — ogromna biała ośmiornica zawieszona pod sufitem — zimno spojrzał na mnie zielonkawymi oczami i gotowy do czynu poruszył manipulatorami. Tu zapach był ostrzejszy. Włączyłem awaryjną wentylację i pomaszerowałem dalej. Zdumiewające, do jakiego stopnia zaostrzyła się moja zdolność odbierania wszelkich bodźców! Co jak co, ale węch miałem zawsze do niczego…

Swój patrolowy marsz zakończyłem w kuchni. Tu też było mnóstwo zapachów, ale nie miałem nic przeciwko nim. Cokolwiek by tam mówiono, w kuchni powinno pachnieć. Na innych statkach czy to kuchnia, czy mostek — na jedno wychodzi. U mnie tego nie ma i nie będzie. Zaprowadziłem własne porządki. Czystość czystością, a w kuchni powinno ładnie pachnieć. Smakowicie. Apetycznie. Ja zaś mam obowiązek czterokrotnie w ciągu dnia układać menu i to, proszę zwrócić uwagę, przy całkowitym braku apetytu, ponieważ apetyt i ta pusta cisza najwidoczniej są nie do pogodzenia…

Na ułożenie jadłospisu potrzebne mi było przynajmniej pól godziny. To było trudne pół godziny, ale zrobiłem co w mojej mocy. Następnie włączyłem kucharza, zaprogramowałem go odpowiednio i poszedłem rzucić okiem na pracę moich wychowanków.



9 из 150