I właśnie teraz Stormgren zniknął, nie wiedzieć gdzie. Wrzaskliwa kampania nagle ucichła, gdy ludzie zrozumieli, że stracili jedynego człowieka, za którego pośrednictwem Zwierzchnicy, z sobie tylko znanych powodów, rozmawiali z Ziemią. Dziennikarzy i komentatorów dotknął jakby paraliż, a w ciszy, jaka nastała, rozlegał się tylko głos Ligi Wolności, która niespokojnie zapewniała o swojej niewinności.

Stormgren obudził się w całkowitej ciemności. Przez chwilę był jeszcze zbyt zaspany, aby zdać sobie sprawę z niezwykłości tego faktu. Po chwili, w pełni odzyskawszy świadomość, usiadł i sięgnął do kontaktu obok łóżka.

Jego dłoń natrafiła na nagą, zimną, kamienną ścianę. Natychmiast znieruchomiał zaskoczony kontaktem z czymś nieoczekiwanym. Potem, niemal nie wierząc własnym zmysłom, klęknął na łóżku i opuszkami palców zaczął badać szokująco nieznajomą ścianę.

Nie trwało to długo, gdyż nagle dał się słyszeć trzask i fragment ciemności usunął się w bok. Na jaśniejszym tle dostrzegł niewyraźną ludzką sylwetkę, po czym drzwi zostały zamknięte i znów zrobiło się ciemno. Stało się to tak szybko, że nie zdążył rozejrzeć się po pomieszczeniu, w którym się znajdował.

Zaraz potem został oślepiony blaskiem silnej latarki. Strumień światła dotknął jego twarzy, przez chwilę pozostał na niej, a następnie ześlizgnął się w dół, oświetlając łóżko, które, jak to Stormgren teraz zobaczył, nie było niczym więcej jak materacem rozciągniętym na gołych deskach.

W mroku rozległ się łagodny głos mówiący bezbłędną angielszczyzną, ale z akcentem, którego Stormgren początkowo nie potrafił rozpoznać.

— Ach, panie sekretarzu, miło mi stwierdzić, że pan się obudził. Mam nadzieję, że czuje się pan zupełnie dobrze.



25 из 215