W tych ostatnich słowach kryło się coś, co zaintrygowało Stormgrena, powstrzymując potok gniewnych pytań cisnący mu się na usta. Wbił spojrzenie w ciemność i zapytał spokojnie:

— Jak długo byłem nieprzytomny? Rozmówca zachichotał.

— Kilka dni. Obiecano nam, że nie będzie ubocznych efektów. Milo mi stwierdzić, że to prawda.

Częściowo po to, aby zyskać na czasie, a trochę po to, by sprawdzić swoje reakcje, Stormgren przełożył nogi na drugą stronę posłania. Nadal miał na sobie swoją piżamę, ale była już nieźle wymięta i wydawała się mocno przybrudzona. Poruszywszy się, poczuł lekki zawrót głowy, nie na tyle silny aby sprawiał przykrość, lecz wystarczający, by przekonać, że istotnie potraktowano go jakimś środkiem odurzającym.

Odwrócił się w kierunku światła.

— Gdzie jestem? — powiedział ostro. — Czy Wainwright o tym wie?

— Ależ proszę się tak nie podniecać — odparł ukryty w mroku osobnik. — Na razie nie będziemy o tym rozmawiać. Przypuszczam, że jest pan porządnie głodny. Proszę się ubrać i zabierajmy się do obiadu.

Krąg światia przesunął się po pomieszczeniu i Stormgren dopiero teraz mógł ocenić jego rozmiary. Trudno je było nazwać pokojem, bowiem ściany wyglądały na litą, z grubsza ociosaną skałę. Sekretarz zrozumiał, że przebywa pod ziemią, prawdopodobnie na sporej głębokości. Skoro był nieprzytomny przez kilka dni, mógł się znaleźć w dowolnym miejscu ziemskiego globu.

Latarka oświetliła kupkę odzieży leżącej obok jakiegoś pudełka.

— To powinno panu wystarczyć — powiedział głos w ciemności. — Mamy tu kłopoty z pralnią, więc zabraliśmy parę pańskich garniturów i pół tuzina koszul.

— Bardzo zapobiegliwie — powiedział ponuro Stormgren.

— Przykro nam z powodu braku światła i umeblowania. To miejsce ma swoje zalety, ale trudno je nazwać specjalnie przytulnym.

— Jakież to zalety? — spytał Stormgren, zakładając koszulę. Znajomy szelest odzieży był dziwnie pokrzepiający.



26 из 215