
Zanim wydostał się na otwartą przestrzeń, minął jeszcze sześć kuł. Początkowo zastanawiał się, w jaki sposób robotowi udaje się go wyprzedzać, potem odgadł, że w kopalni musi być co najmniej kilka takich urządzeń zapewniających łączność z najgłębszymi pokładami. Przy wejściu, niczym niesamowita rzeźba, stała grupa strażników strzeżonych przez jeszcze jeden wszędobylski automat. Kilka metrów dalej, na zboczu góry czekała mała maszyna latająca, w której Stormgren odwiedzał Karellena.
Rikki stał przez chwilę, mrużąc oczy w blasku słońca. Potem dostrzegł poniewierające się wokół urządzenia kopalni, a dalej stare tory biegnące w dół stoku. W oddali, u stóp góry, rósł gęsty las, a jeszcze dalej lśniły wody wielkiego jeziora. Domyślił się, że znajduje się gdzieś w Ameryce Południowej, chociaż nie potrafiłby wyjaśnić, dlaczego tak sądzi.
Wchodząc do małej latającej maszyny, Stormgren po raz ostatni spojrzał na wylot szybu i stojących w nim nieruchomych ludzi. Potem drzwi zasklepiły się za nim i Rikki z westchnieniem ulgi opadł na dobrze sobie znaną kanapę.
Przez chwilę czekał, aż wyrówna mu się oddech, a potem wyrzucił z siebie jedną, płynącą z głębi serca sylabę:
— No?!
— Przykro mi, że nie mogłem pana uratować wcześniej. Jednak sam pan rozumie, jak ważne było, aby zaczekać, aż zbiorą się wszyscy przywódcy.
— Chce pan powiedzieć — wypalił Stormgren — że przez cały czas wiedział pan, gdzie jestem? Gdybym domyślił się, że…
— Proszę nie wyciągać pochopnych wniosków — odparł Karellen. — Albo przynajmniej niech mi pan pozwoli skończyć wyjaśnienia.
— Doskonale — powiedział Stormgren. — Słucham.
Zaczynał podejrzewać, że był po prostu przynętą w starannie przygotowanej pułapce.
— Miałem coś, być może najlepszym określeniem byłoby „urządzenie śledzące”, które od pewnego czasu obserwowało pana — zaczął Karellen. — Pańscy najnowsi przyjaciele mieli rację, sądząc, że nie mogę śledzić pana pod ziemią. Przesiadka w tunelu była bardzo pomysłowa, ale kiedy pierwszy samochód przestał nadawać sygnał, ujawnił w ten sposób cały plan i wkrótce ponownie pana odnalazłem. Potem wystarczyło jedynie poczekać. Wiedziałem, że przywódcy przybędą tutaj, kiedy upewnią się, że zgubiłem ślad, a wtedy będę mógł przyłapać ich wszystkich.
