Przez chwilę obaj mówili o interesach i wymieniali najnowsze ploteczki polityczne; potem, z pewnym wahaniem, Stormgren przeszedł do sedna sprawy. Podczas gdy gość mówił, stary Francuz oparł się wygodnie w swoim fotelu, a jego brwi unosiły się stopniowo, aż niemal utonęły w gęstej grzywce na czole. Raz czy dwa chciał coś powiedzieć, ale się rozmyślił.

Kiedy Stormgren skończył, naukowiec nerwowo rozejrzał się po pokoju.

— Sądzisz, że nas teraz słucha? — zapytał.

— Nie wierzę, żeby to robił. Ma coś, co nazywa „urządzeniem śledzącym” i co jest nastawione na mnie, ale służy wyłącznie do mojej ochrony. Jednak urządzenie nie działa pod ziemią i to jest powód, dla którego wlazłem do twojego lochu. Ma być zabezpieczony przed wszelkimi rodzajami promieniowania, prawda? Karellen nie jest czarodziejem. Wie, gdzie się znajduję, ale to wszystko.

— Mam nadzieję, że się nie mylisz. Jednak niezależnie od tego, czy nie będziemy mieli kłopotów, gdy on odkryje, co chcesz zrobić? Ponieważ on to odkryje, wiesz.

— Zaryzykuję. Ponadto my, to znaczy ja i on, nie najgorzej się rozumiemy.


Fizyk bawił się ołówkiem i przez chwilę patrzył w przestrzeń.

— To bardzo interesujący pomysł. Podoba mi się — powiedział po prostu.

Sięgnął do szuflady i wyjął wielki blok rysunkowy, niewątpliwie największy, jaki Stormgren widział w swoim życiu.

— No dobrze — zaczął, gryzmoląc wściekle coś, co wskazywało, iż zastosował swoistą, wymyśloną na prywatny użytek stenografię. — Pozwól, że się upewnię, iż znam wszystkie fakty. Opowiedz mi dokładnie, o pomieszczeniu, w którym odbywają się spotkania. Nie opuszczaj żadnego szczegółu, choćby wydawał ci się nie wiem jak banalny.

— Nie ma zbyt wiele do opisywania. Ściany są wykonane z metalu, pomieszczenie jest prostopadłościanem o kwadratowej podstawie, boku długości ośmiu metrów i wysokości czterech. W jednej z bocznych ścian na wysokości metra znajduje się ekran, a tuż pod nim pulpit… Czekaj, będzie szybciej, jeśli ci to narysuję.



45 из 215