Dziewczyna wyjęła z kieszeni żakietu niewielki, owalny klucz magnetyczny, płaską powierzchnią przyłożyła go do zamka w drzwiach z numerem 728. Dał się słyszeć zgrzyt i zamek został odblokowany. Niezłe urządzenie – pomyślałem.

Otworzyła drzwi. Stanęła w wejściu i powiedziała w moim kierunku: „Somto, sela".

Oczywiście przytaknąłem i weszliśmy do środka.

Koniec Świata – złote zwierze

Wraz z nadejściem jesieni ciała zwierzy pokryły się długą złotą sierścią. Kolor jej był złoty w najprostszym znaczeniu tego słowa. Nie dało się weń wmieszać żadnego innego koloru. Ich złoto przyszło na świat jako złoto i jako złoto na świecie tym pozostało. Tkwiły pomiędzy bezmiarem ziemi a bezmiarem nieba, ubarwione czystym złotem.

Kiedy przybyłem do Miasta – była wtedy wiosna – pokrywała je krótka różnokolorowa sierść. Były okazy czarne, rude, białe i czerwonobrązowe. Były też mieszane – w różnobarwne łaty. Przemieszczały się w ciszy – każde przybrane we właściwą sobie sierść – po przestworzu młodej zieleni, niby popychane wiatrem. Były zwierzętami nadzwyczaj – medytacyjnie wręcz – cichymi. Nawet oddech ich był bezgłośny niczym poranna mgła. W milczeniu żuły zieloną trawę, a kiedy miały dosyć, skuliwszy zady, siadały na ziemi i zapadały w krótki sen.

Przeminęła wiosna, skończyło się lato i kiedy słońce przytłumiło nieco swój blask, a na rozlewiskach rzeki wczesnojesienne wiatry pomarszczyły wodę, dały się zauważyć pierwsze zmiany.

Złota sierść początkowo wyrastała z rzadka, niczym późna odmiana jakiejś rośliny zasianej tu dziwnym trafem, lecz wkrótce tysiącami macek wplotła się w sierść krótką i całkowicie ją przykryła lśniącym szczerym złotem. Trwało to zaledwie tydzień. Przeistoczenie zwierzy nastąpiło prawie równocześnie. Wszystkie bez wyjątku w ciągu jednego tygodnia zmieniły całą sierść. Kiedy wstało poranne słońce i zabarwiło świat na nowy, złoty kolor, na ziemię zstąpiła jesień.



12 из 388