Przez dłuższy czas stałem nieruchomo w tej samej pozycji. Drzwi nadal się nie otwierały. Przypominając nieco martwą naturę pod tytułem Mężczyzna i winda, zastygliśmy w ciszy – ja i winda. Niepokoiłem się coraz bardziej.

Być może popsuła się maszyna, a może operator windy (zakładając, że ktoś taki istnieje) po prostu zapomniał o mnie. Czasami zdarza się, że ktoś zapomina o moim istnieniu. Ostatecznie nie zmieniało to faktu, że byłem uwięziony w czterech stalowych ścianach. Spróbowałem wytężyć słuch, niczego jednak nie usłyszałem. Przyłożyłem ucho do ściany, lecz poza białym śladem ucha na ścianie nie dało to żadnego rezultatu. Metalowe pudło chyba pochłaniało dźwięki. Spróbowałem zagwizdać Danny Boy, ale to, co usłyszałem, podobne było raczej do westchnienia psa chorego na astmę. Zrezygnowany oparłem się o ścianę i dla zabicia czasu zacząłem liczyć drobne. W zasadzie był to rodzaj niezbędnego w moim fachu treningu, tak jak zawodowy bokser ściska gumową piłkę w wolnych chwilach. Nie zabijałem więc czasu w zwykłym tego słowa znaczeniu. Tylko przez wielokrotne powtarzanie jakiejś czynności można rozwinąć w sobie dodatkową sprawność.

Zawsze gromadzę w kieszeniach spodni jak najwięcej drobnych. Do prawej kieszeni wkładam monety stu- i pięciusetjenowe, do lewej zaś pięćdziesięcio- i dziesięciojenowe. Pięcio- i jedno-jenowe monety wkładam do kieszeni z tyłu, ale z reguły nie biorę ich pod uwagę w ogólnym rachunku. Wsadzam obydwie ręce do kieszeni i jednocześnie sumuję – prawą ręką stu- i pięciusetjenówki, a lewą ręką pięćdziesięcio- i dziesięciojenówki. Komuś, kto nigdy tego nie robił, podobny rachunek sprawi z pewnością duży kłopot. Prawa i lewa półkula mózgu muszą prowadzić jakby dwa całkiem odmienne obliczenia. Chodzi o to, żeby łącząc obie strony, niczym połówki rozciętego arbuza, uzyskać końcowy wynik. Wymaga to dużej wprawy. Nie jestem oczywiście pewien, czy półkule mózgu pracują wtedy osobno.



3 из 388