– Mam go stamtąd wydobyć i odczytać?

– Tak, to pańska praca – odpowiedziała.

– I co mam z nim potem zrobić?

– Nic. Wystarczy, że go pan odczyta.

– Nie rozumiem – powiedziałem. – To znaczy, że moja praca nie ma żadnego sensu. Praca powinna mieć jakiś cel. Mógłbym, na przykład, spisywać te sny albo segregować je w jakimś określonym porządku.

Pokręciła głową. – Nie umiem panu wytłumaczyć, jaki sens ma pańska praca. Być może, w trakcie czytania pan sam zrozumie, o co chodzi. W każdym razie nie ma w tej pracy sensu, o jakim pan mówi.

Położyłem czaszkę na stole i przyjrzałem się jej jeszcze raz. Spowijała ją głęboka cisza. Zdawało mi się, że to nie milczenie z zewnątrz gromadziło się wokół czaszki, lecz jak dym wydobywało się z jej wnętrza. Tak czy inaczej, był to bardzo dziwny rodzaj ciszy. Jakby jakaś niewidzialna nić łączyła czaszkę z samym środkiem ziemi. Nieistniejącymi oczyma wpatrywała się w jakiś punkt przed sobą. W miarę jak na nią patrzyłem, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że chce mi coś powiedzieć. Czułem bijący od niej powiew smutku, lecz nie umiałem go określić. Brakowało mi słów.

– Będę czytał – zdecydowałem i podniosłem czaszkę ze stołu.

– Nie mam chyba innego wyjścia?

Dziewczyna uśmiechnęła się nieznacznie, wzięła ode mnie czaszkę i złożoną wpół szmatką dokładnie wytarła ją z kurzu. Następnie, jeszcze bielszą niż przedtem, odłożyła z powrotem na stół.

– W takim razie nauczę pana, jak to robić – powiedziała.

– Oczywiście, będę tylko udawać, czytać potrafi tylko pan. Proszę spojrzeć. Najpierw ustawia pan czaszkę przodem do siebie i kładzie palce obu rąk na jej skroniach.

Położyła palce na skroniach czaszki i spojrzała w moją stronę.

– Potem patrzy pan prosto w czoło, bez wysiłku, zwyczajnie patrzy pan w tym kierunku. Tylko nie wolno panu odrywać wzroku, choćby raziła pana w oczy.

– Raziła w oczy?

– Tak. Z czaszki zacznie promieniować światło i ciepło, a pan powinien wychwytywać to światło palcami. W ten sposób odczyta pan Stary Sen.



54 из 388